2008-08-02

BM Świeradów 2008

...i po Świeradowie.

To był dla mnie dzień odmienny niż wcześniejsze dni maratonowe.
Po I na maraton pojechałem sam. Mój rowerowy kompan Maciek byczy się na urlopie gdzieś nad Adriatykiem.
Po II to najdalszy maraton na który się w tym roku wybieram. A że czasu nigdy nie za wiele, musiałem zrobić to bez noclegu.
I tak wstałem o 5 rano. Prysznic, małe śniadanie, kawa. O 6 spakowany i w drogę.
O dziwo w Świeradowie stawiłem się o 9:20. I co tu teraz robić. Zazwyczaj była to godzina 10, 10:15 :)
Pomału trwają przygotowania do startu. Niebo zachmurzone. Chyba jednak będzie deszcz.
Udaje mi się zająć miejsce w swoim sektorze :) To nie tak jak dotychczas, czyli spoza.
TRASA / W TRASIE
No cóż. Wcześniej widziałem trasę z zeszłego roku oraz mapkę tegorocznej. Wydawała się trudna. Dodatkowo w pamięci mam tą 8 kilometrową pętelkę pieszo-rowerową, którą zafundowali koledzy z HorizonFive organizując ośmiogodzinne ściganie.
Na forum ktoś rzucił, żeby brać semi-slicki. Prognoza mówiła, że będzie lało. Długo myślałem i wziąłem mój zestaw opon ... na błoto.

Założyłem, że będę oszczędzał siły na początku, tak żeby nie zabrakło ich na koniec.
Taktyka, która obrałem nie była za dobra.
Start - początek to dłuuugi podjazd na Stóg Izerski. Wystartowałem ostro, a co? Wyprzedziłem paru konkurentów. Później nieco stonowałem i się kulałem młynkiem pod górę. To sie kogoś wyprzedziło to ktoś wyprzedził mnie (ostatecznie bilans na moją niekorzyść). Startując spoza sektora, z końca stawki wrażenie jest lepsze a bilans jest na "+" :)
Jak się potem okazało, w ostatniej chwili Org na wniosek służb ekologicznych całkowicie zamieszał i zmienił trasę. Tego się nie spodziewałem. Ponoć ukazał się komunikat w tej sprawie na stronie i nowa mapka. Ja niestety wczoraj nie miałem czasu zerknąć wieczorem, ledwo się wyrobiłem z pakowaniem.
Tak czy inaczej ten dłuuugi pierwszy podjazd okazał się pierwszym i zarazem ostatnim. Później było już tylko asfaltowo i szutrowo i w miarę płasko bądź nieźle z górki.
Fakt - niektóre zjazdy były czadowe. Rower, a ja razem z nim rozpędzał się do ponad 60km/h. I gdyby nie fakt, że jechałem na typowych oponach na błoto, kto wie może by pękła siedemdziesiątka.
Tak czy inaczej taki teren nie sprzyja doganianiu rywali i to co się straciło na podjeździe okazało się nie do nadrobienia na płaskim.
Z drugiej strony raz na jakiś czas taka trasa na maratonie to coś całkiem przyjemnego, no i te zjazdy. Nie spodziewałem się, że przekroczę średnią prędkość 20km/h na maratonie górskim.
Dodatkowo zamiast deklarowanych wcześniej 46km dystans oscylował w okolicy 54km. Niby nie dużo więcej. Ale przez to znowu brakło mi sił w końcówce i od ostatniego punktu pomiaru czasu dałem się wyprzedzić 17 zawodnikom. Czyli normalka - końcówka do bani. Muszę chyba zmienić sposób treningów hehe.

NAUCZKA NA PRZYSZŁOŚĆ! - sprawdzaj przed wyjazdem co w trasie piszczy :)

No 929 - szczegółowa statystyka GPS z mojego przejazdu

Wynik
No tak. Jakoś tego nie czułem. Jechałem jak mi się wydawało dość szybko. Potwierdzał to licznik, na którym odchylenie od średniej prędkości na plus z każdym przejechanym kilometrem miało coraz wyższy dolny próg. Pod koniec średnia prędkość wynosiła ponad 20km/h.
Pomimo to wydawało mi się, że wynik jest cienki. Jeden ze słabszych w tym roku. Miałem wrażenie, że to przez to, że przespałem ten jedyny podjazd, może przez to, że się nie wyspałem, a może przez to, że deszcz padał. Sam nie wiem. Po minięciu linii mety po prostu pojechałem do auta, spakowałem się i w drogę do domu. Nie odebrałem nawet dyplomu.
Ciekawe. Do tej pory, pierwsze co robiłem to do tablicy z wynikami :)
Jak się przed chwilą okazało przejechałem te 54 km w 2:40:15. O! Planowałem przed startem, że będą to 3h i 46km.
Zwycięzca mojej kategorii zrobił to w 1:52:12. I tu zaskoczenie. Tak blisko (48min.) zwycięzcy, w tym roku jeszcze nie byłem. Za występ przyznano mi 350pkt. To drugi wynik po Krakowie, gorszy o zaledwie 2 pkt. Czyli nieźle. 100 miejsce w M3 - bywało lepiej ;).
Teraz na spokojnie, wydaje mi się, że to był całkiem niezły jak na moje możliwości występ i nie mam co narzekać.
Teraz mam 29 dni przerwy w maratonach. Jest czas na trening. Następny maraton - Piechowice.