2008-08-26

TransCarpatia 2006

Tak, właśnie zakończyła się edycja TC2008. Na stronie głównej posucha. U góry stoi, że do startu pozostało dni -9 (minus dziewięć). Zero jakichkolwiek informacji, a mi się przypomniało jak to było 2 lata temu.

W drużynie towarzyszył mi Piotrek (kuzyn mojej żony). Drugi znajomy team to Łukasz (kumpel z pracy) i Mirek (kumpel kumpla z pracy hehe). Ogólnie Piotrek z Mirkiem to te mocniejsze ogniwa, a Łukasz i ja to te słabsze (ale ... niewiele ;) ). W sumie może lepiej by było jakbyśmy się pozamieniali ale cóż tam. Tak czy inaczej jadąc cały czas gdzieś w połowie stawki rywalizowaliśmy głównie między sobą.

Wówczas megamaraton startował z Ustrzyk przez Komańczę, Krempną, Krynicę, Krościenko, Rabkę, Korbielów i ostatecznie finiszował w Wiśle.
Choć na rowerze już swoje przejechałem, było to dla mnie (i chyba nie tylko dla mnie) spore wyzwanie. Chociażby dlatego, że nie brałem jeszcze udziału w żadnych zawodach MTB, a mało tego to nie umiałem sobie przypomnieć sytuacji w której to jeździłbym na rowerze cztery dni z rzędu, a co dopiero siedem i to jeszcze w takim terenie.
Do Ustrzyk dotarliśmy transportem kombinowanym dzień przed startem. Z Katowic do Krakowa furgonetką z zaprzyjaźnionej firmy budowlanej, a dalej już zorganizowanym busem z profesjonalną przyczepką na dwadzieścia parę rowerów.
Po spotkaniu organizacyjnym, rejestracji i kolacji udaliśmy się na pierwszy nocleg (sala gimnastyczna pobliskiej szkoły). A następnego dnia rano zaczęło się.
Od teraz każdy z siedmiu kolejnych dni wyglądał tak samo.
6.00 pobudka, toaleta, pakowanie gratów, śniadanie, rzut okiem na rower - czy na pewno wszystko gra?
8.00 start, a następnie od 5h40min do 9h40min pedałowania i chodzenia po pięknych polskich górach, przyjazd na metę i...
- szukanie wolnego namiotu (tak się złożyło, że na sali musieliśmy spać tylko w noc poprzedzającą wyścig, potem zawsze udawało się nam zdobyć namiot - dla nas było wygodniej)
- posiłek regeneracyjny
- odbiór torby, rozpakowywanie gratów
- oczekiwanie w kolejce do Karchera (zazwyczaj coś koło 40 rowerów przed nami), mycie roweru - w międzyczasie prysznic, toaleta własna
- serwis roweru, smarowanie ustawianie sprawdzanie - gotowe
- posiłek właściwy (od organizatora)
- odprawa i pobranie map na nastepne etapy (my byliśmy co II dzień - jak dawali mapy)
- odwiedzenie lokalnej restauracji - posiłek właściwy nr II (zazwyczaj dobra pizza) + piwko (niekoniecznie jedno ;) )
- spanie, aż do 6.00

cdn.