Jaki to był sezon. Ciekawy? Tak.
Dużo się działo.
Zacząłem regularnie startować w zawodach. Do tego sezonu tylko raz byłem na TransCarpatii. A w tym sezonie, proszę...
Seria BikeMaraton:
Udało mi się wystartować w siedmiu edycjach.
Na debiut wybrałem I edycję we Wrocławiu. Spodobało mi się. Choć wynik jaki osiągnąłem nie był wyśmienity, to zważywszy na fakt, że do startu we Wrocławiu miałem nakręcone jedynie 155 km i tak byłem zadowolony. Zdobyłem wówczas 315 pkt. Jazda w tłumie ponad 1000 zawodników była czymś fajnym, a na pewno nowym. Organizacyjnie wszystko było dopięte na ostatni guzik.
Co do trasy - cóż polna i płaska, a i oczywiście błoto, błoto i błoto(po osie). Zupełnie jakbym jeździł na górnośląskich polach - choć u nas występuje większa pagórkowatość,
Przed tym startem założyłem sobie 4 rzeczy: zmieścić się w 3h (w końcu to tylko 60km), uplasować się w połowie stawki w kategorii, nie jechać dłużej niż 2x czas zwycięzcy i nie zarżnąć się w końcu to początek sezonu. Zrealizować udało się jedynie dwa ostatnie. Po tym starcie cel na kolejne zawody określiłem sobie w każdym starcie minimum 300 punktów :)
Z mniej przyjemnych wydarzeń o jakich powiedzieć muszę był fakt, że pękła używana przeze mnie przez 12 lat, niezniszczalna rama mojego Authora Visiona.
Następny start to Ustroń. W końcu maraton z podjazdami i zjazdami. Może trochę za dużo asfaltów, ale było fajnie. Już po 3 minutach przy trójkątnych hotelach złapałem gumę. Wyprzedzili mnie wszyscy. Ale potem już było super.
Odcinki takie jak Równica-Brenna, czy też Grabowa-Brenna były wspaniałe.
Wynik? No cóż wystartował Marek Galiński i musiałem zweryfikować cel min. 300pkt w każdym wyścigu :) Zdobyłem ich 280.
Po dwóch tygodniach przyszedł czas na Kraków. Myślałem, że powtórka z Wrocławia ale miło się rozczarowałem. Super trasa. Zjazdy, podjazdy (w tym podejścia), w zacienionych terenach błoto, a na polach sucho. Było cool. Cel spełniłem z nawiązką. Wynik 352 pkt (jak się potem okazało najlepszy w tym sezonie).
Zawoja. O tak takie trasy lubię. Góry i do tego kąpiele błotne. Z perspektywy sezonu, był to najlepszy maraton pod względem trasy. Oczywiście dla mnie. Po przybyciu na metę byłem wniebowzięty. Liczyłem na dobry wynik. Jak się jednak okazało zdobyłem jedynie 271pkt, a taki stan rzeczy zawdzięczam nie komu innemu jak Markowi Galińskiemu (ten to ma zdrowie).
Świeradów. Edycja przeniosła cykl z powrotem do zachodnio-południowej części kraju. Do tego była to pierwsza edycja podczas której padało. Trasa nieco mnie rozczarowała swoim nieskomplikowanym profilem pod górę -> płasko -> z góry :). Ogólnie łatwa technicznie, cały czas szerokimi trasami (z wyjątkiem króciutkiego singletraka przed samą metą). Zaskoczyło mnie tempo mojej jazdy. Wykręciłem średnią powyżej 20km/h, co uznałem za prędkość ponadprzeciętną jak na maraton górski (w moim wykonaniu). Nawet w płaskim Wrocławiu nie udało mi się przejechać z taką prędkością. Ogólnie 350 pkt, to mój drugi wynik w sezonie.
Po miesięcznej przerwie kolejna edycja - Piechowice. Jadąc tam, myślałem, że powtórzy się Świeradów jeśli chodzi o trasę. Do połowy rzeczywiście wszystko na to wskazywało. Jednak druga część trasy była już lepsza i bardziej przypominała, że jestem w górach.
Wynik niezły 330pkt. Może byłby lepszy. W Piechowicach pierwszy raz wystartowałem na moim nowym nabytku - fulu enduro. Pewnie na hardtailu byłoby szybciej, ale tego się już chyba nie dowiem.
No i zakończenie sezonu w Polanicy. Tuż po 2 tygodniowym byczeniu się na ciepłym morzem, bez treningu w terenie pojechałem poprawiać swój najgorszy wynik, żeby zyskać parę oczek i być może kilka pozycji w klasyfikacji generalnej. Udało się po przejechaniu dość ciekawej i urozmaiconej trasy przyznano mi 305 punktów, a zatem wynik z Zawoi poprawiłem o 34 punkty. Zauważyć należy, że w tej edycji również wystartował Marek Galiński. I ze wszystkich 3 wspólnych startów, właśnie tutaj dostałem od niego najmniej :) Oczywiście wszystkie maratony w których startował, wygrał.
ciąg dalszy nastąpi .....
2008-10-10
2008-09-30
BM Polanica 2008
No i po finale. Ciężko mi się było zebrać na ten wyjazd. W środę wróciłem z urlopu, a w kraju zimno i cały czas lało. Na szczęście prognozy na sobotę były optymistyczne. Miało nie padać i jak się okazało nie padało. Zza chmur przebijało nawet słońce.Tak czy inaczej z łóżka wcześniej rano ciężko się było zebrać, co spowodowało, że rejestrowaliśmy się 20 min przed startem. Jak zwykle też startowaliśmy spoza sektora bo tradycyjnie już zabrakło dla nas miejsca wewnątrz :) Ale kto późno przychodzi ten sam sobie szkodzi.
Tradycyjnie o 11 start.
TRASA/W TRASIEByło to już mój siódmy występ w edycji BM i nie spodziewałem się jakiś super trudności. Przeważały szutry, asfalty i drogi leśne. Było jednak parę miejsc, które mogły zaskoczyć. Np. drogi leśne po minięciu pierwszego bufetu, na których po intensywnych opadach utworzyło się trochę błota i kałuż nieraz bardzo głębokich. Potem był taki jeden zjazd (kończył się pod mostem), który mógł być uznany za nadzwyczaj trudny jak na imprezy BM. Choć zazwyczaj tego na zjazdach nie robię, był kawałek może 10 metrów gdzie rower przeniosłem nad jakimiś głazami.
No i kolejny element zaskoczenia jak zjechałem już do drogi i myślałem, że to koniec i asfaltem dojadę do samej mety, nagle pojawiło się odbicie w lewo do lasku czy też parku, a tam wąską ścieżką pod górkę jakiś 1 - 1,5km :) Ostatnie kilometry sezonu wyścigowego już z górki prosto do mety.
No 929 - szczegółowa statystyka GPS z mojego przejazdu
WYNIK
Był to siódmy start w tegorocznej edycji BikeMaratonu. Do klasyfikacji generalnej liczone jest 6 najlepszych występów. Cel był prosty, poprawić wynik z Zawoi. Tam zdobyłem 271 punktów.
Po przyjeździe na metę zacząłem się niepokoić, jak po pół godzinie nie widziałem jeszcze swojego wyniku. Udałem się na stanowisko pomiaru czasu i dowiedziałem się, że zostałem sklasyfikowany na dystansie MINI. Mój chip zawiódł. Na szczęście panowie oprócz elektronicznego pomiaru mają również pomiar manualny w postaci organizatora dyktującego numerki przez jakieś urządzenie zbliżone do krótkofalówki czy też innego dyktafonu i ostatecznie zostałem sklasyfikowany na dystansie MEGA. Straciłem jednak parę sekund (może minut) bo startowałem spoza sektora do którego się nie zmieściłem, a jako czas startu policzono mi start pierwszego zawodnika z sektora.
Tak czy inaczej było to raczej mało istotne zwiększenie czasu przejazdu, który ostatecznie wyniósł 3h 12min 49sek. Dla odmiany Markowi Galińskiemu zajęło to 1h 57min i 30 sek. Tak czy inaczej wynik z Zawoi poprawiłem znacznie bo zdobyłem 305 punktów.
KONIEC
Teraz pora na roztrenowanie i solidne przepracowanie zimy bo jest nad czym popracować. Nie mam jeszcze pomysłu na trening, ale coś muszę zrobić.
Ostatecznie zostałem sklasyfikowany na 74 (na 627 startujących) miejscu z 1932 punktami w kategorii M3. Czy to dobry wynik nie wiem. Jeszcze na 3 edycje przed końcem byłem 53 i liczyłem, że jest szansa na 50. Jednak kilkunastu zawodników uzupełniło swoje starty do 6 wymaganych i jak się okazało uczyniło to z lepszym wynikiem niż ja.
Etykiety:
BikeMaraton
2008-09-25
BM Polanica już w sobotę
No to wróciłem z urlopu. Bardzo chciałem pojeździć tam rowerem. Naprawdę było po czym. Oprócz morza były tam również wszędzie otaczające góry. Super szutry po których miałem okazję pojeździć, ale tylko autem. Nie udało się. Znalazłem wypożyczalnię (14km od hotelu), dobrałem sprzęt i nie dostałem zgody na przechowanie go w hotelu. Zaproponowano mi przypięcie go linką przed hotelem. Wolałem nie ryzykować. Trudno.
W zamian pojeździłem trochę na rowerze stacjonarnym w hotelowym gym-ie. Nie jest to może wymarzony sposób na spędzanie czasu na dwóch kołach, ale jakoś do tego ostatniego startu w sezonie musiałem się przygotować.
Ogólnie podczas 4 sesji treningowych wg wskazań komputera z roweru przejechałem 150km. Zobaczymy jak będzie na maratonie.
W sobotę zamykam sezon startowy. Jadę do Polanicy gdzie odbędzie się finał maratonów z cyklu BikeMaraton.Biorąc pod uwagę, że przez 3 tygodnie nie jeździłem rowerem może być różnie. Tak czy inaczej mam plan aby poprawić mój najniższy wynik punktowy i podskoczyć nieco w klasyfikacji punktowej. Oczywiście łatwo nie będzie. Na starcie stanie nasz olimpijczyk Marek Galiński. Swój najniższy wynik (Zawoja 271pkt) zawdzięczam również jego osobie :)
Etykiety:
BikeMaraton
2008-09-10
HF 8h Brenna
1. WstępOdbyło się. Jak pisałem wcześniej wystartowałem z Mirkiem jako team Kajtameta.
Był to pierwszy start Mirka w takiej formule zawodów i mój drugi. Jadąc do Brennej snuliśmy plany i ustaliliśmy, że zrobimy 8 kółek. Bardzo odpowiadał mi taki plan, aczkolwiek miałem w pamięci występ w Świeradowie gdzie udało przejechać się jedynie 6.
2. Trasa/Wynik... nic nie wskazywało, że będzie łatwiejsza niż ta ze Świeradowa. Przewyższenie niemal identyczne, dystans również. Do tego upał. Było ciężko.
Godzina 10. Start. Na pierwszą pętlę ruszył Mirek. Po 50 minutach wpada na metę. Trochę mnie to zaskoczyło. Myślałem, że mam jeszcze parę minut, a tu proszę.
Szybko się pozbierałem i w drogę.
Pierwsze 6 kilometrów ostro pod górę, z krótkim niespełna kilometrowym odcinkiem po płaskim bądź lekko w dół. Końcówka to morderczy zjazd z Horzelicy.
W sumie 8 kilometrów i 550m przewyższenia. Temperatura odczuwalna > 40st :)
Mój czas to 1h01min.
Po pierwszej zmianie plan zrealizowany. Dzięki dobrej formie Mirka możliwe, że 8 kółek padnie naszym łupem.
Trzecie kółko Mirek przejeżdża w 54 minuty, a ja czwarte w 59. Jest dobrze.
.. i przychodzi trzecia zmiana. Południe. Mirek robi czas 1h01. Śmieję się z niego, że zaczyna jeździć jak ja, a sam pokazuję klasę 1h10min hehe.
Tak czy inaczej założony plan choć jest w granicach czasu staje się zagrożony.
Mirek 7 kółko robi w 54minuty i spiker komunikuje, że mamy jeszcze godzinę i jedenaście minut na przejechanie okrążenia.
Nie myślimy wiele. Ruszam. W głowie cały czas, że musi się udać. W nogach: nie uda się :)
Ostatecznie zamykam pętlę w 1h i 4 minuty.
Udało się 8 kółek w 7min.53min.37sek. Zajmujemy 8 miejsce w kategorii DUO TEAM. Zwycięzcy zrobili ich 10. Do 5 miejsca tracimy 22 minuty.
No 1141 - statystyka GPS z jednego z okrążeń
3. Koniec
Zawody 8 godzinne w naszym kraju można traktować jako pewną nowość w porównaniu np. z maratonami czy nawet zawodami XC. Są tego oczywiście dobre jak i złe strony.
Dla startujących dobre jest to, że to bardzo kameralna impreza. Nie ma tłoku i z każdym można zamienić słowo. Po paru edycjach zna się 80% startujących.
Z wiadomych względów taka sytuacja ma też złą stronę głównie dla organizatorów. Wiadomo o sponsorów łatwo nie jest, a z wpisowego na wszystko nie wystarczy.
Tak czy inaczej zawsze wszystko dopięte jest na ostatni guzik.
Zawody w Brennej były rekordowe jeśli idzie o frekwencję - wystartowało 60 osób.
Dla mnie te zawody są super. Formuła 8h też. Są to zawody podczas których na trasie mówię sobie nigdy więcej. Stan ten mija na drugi dzień rano. Wtedy myślę szkoda, że następna edycja dopiero za 3 miesiące, albo ciekawe ile ich będzie w przyszłym roku i na ilu będę mógł wystartować.
Polecam wszystkim, którzy lubią się "mordować" na rowerze :) A, i polecam start w zespołach. Indywidualnie tylko dla megacyborgów hehe (przypomniał mi się Marcin, który w Świeradowie jechał solo i pokonał wszystkich DUO, MIXy, TEAMy).
Realacja i fotki na beskidy24 Mirek załapał się nawet na głównym zdjęciu relacji.
PS.
Teraz zasłużony urlop - i najprawdopodobniej 2-3 tygodni bez roweru. A potem Polanica i zakończenie sezonu.
Etykiety:
HorizonFive
2008-09-05
HF 8h Brenna - już jutro
Tak, jeszcze nie odbudowałem organizmu po maratonie w Piechowicach (jakoś długo się regeneruję po tym występie), a już jutro ostatnia edycja ośmiogodzinówki organizowanej przez HorizonFive.
Tym razem zapowiada się niezła obsada. Z informacji organizatora wynika, że zapisało się już ponad 50 osób, a to zakrawa na rekord frekwencji.
W kategorii duo-man jest 7 zespołów, a co za tym idzie o podium nie będzie już tak łatwo, jak np. w Świeradowie.
Tym razem jadę z Mirkiem (współuczestnikiem z TC2006). Maćkowi padło kolano czy też udo.
Impreza zapowiada się ciekawie. Jak zwykle ponad 500m przewyższenia na pętli 8,5 km. Będzie się działo. A na zakończenie rozlosują jakąś wypasioną ramę Titusa.
Równolegle w Brennej odbędzie się Piknik Profi Auto w ramach, którego odbędą się wybory miss, walki pokazowe MMA, mistrzostwa mechaników, koncerty i inne atrakcje.
Będzie ciekawie.
Tym razem zapowiada się niezła obsada. Z informacji organizatora wynika, że zapisało się już ponad 50 osób, a to zakrawa na rekord frekwencji.
W kategorii duo-man jest 7 zespołów, a co za tym idzie o podium nie będzie już tak łatwo, jak np. w Świeradowie.
Tym razem jadę z Mirkiem (współuczestnikiem z TC2006). Maćkowi padło kolano czy też udo.
Impreza zapowiada się ciekawie. Jak zwykle ponad 500m przewyższenia na pętli 8,5 km. Będzie się działo. A na zakończenie rozlosują jakąś wypasioną ramę Titusa.
Równolegle w Brennej odbędzie się Piknik Profi Auto w ramach, którego odbędą się wybory miss, walki pokazowe MMA, mistrzostwa mechaników, koncerty i inne atrakcje.
Będzie ciekawie.
Etykiety:
HorizonFive
2008-08-31
BM Piechowice 2008
To już szósty maraton, który odwiedziłem w tym roku.
Piechowice - miejsce w którym po raz pierwszy odbył się BikeMaraton w którym wystartowało prawie 500 osób.
Ponownie musiałem wcześniej wstać. Na nogach byłem już o 4:30. O 5:30 wyjazd. Po drodze zabrałem Maćka i do Piechowic.
Na miejscu byliśmy o 9:00. Mieliśmy spory zapas czasu, ale jak zwykle startowaliśmy spoza sektora :)
Do Piechowic zawitała też nasza medalistka olimpijska - Maja. Niestety nie widziałem jej na trasie hehe. Wszystko przez sektor 0. Tak by mnie mijała i może powalczyłbym z pięć sekund :)
TRASA/W TRASIE
Jadąc i patrząc na mapkę przed zawodami miałem wrażenie, że będzie to drugi Świeradów. Czyli jeden kilkunastokilometrowy podjazd, w dodatku asfaltowo-szutrowy, a potem płasko i zjazd.
Pierwsza połówka potwierdzała moje obawy. Piszę obawy, bo jakoś mi taki teren nie odpowiada. Wolę stromiej, ale krócej :). Dodatkowo chyba nie mam talentu do jazdy po płaskim, a już na pewno po płaskim w końcówce dystansu. Zazwyczaj wyprzedza mnie wtedy dużo osób (np. Kraków).
Musze nad tym elementem popracować. Może w przyszłym roku to się zmieni.
Tak czy inaczej druga połówka to było to, co lubię najbardziej i mój "wszędołaz" (wystartowałem moim AllMountainem) również. Były single traki w górę i w dół i naprawdę ostre kawałki zjazdów, takich z kamieniami zwanymi głazami:) (przypomniało mi się jedno stwierdzenie uczestnika "8H HorizonFive", który rzekł "amortyzator sapał" jak określał jaki jest ostatni zjazd).
Ogólnie było cool.
Tym razem widząc tabliczkę 10km postanowiłem walczyć. Zauważyłem, że w końcówkach etapów tracę dużo pozycji. Walczyłem - choć niekiedy myślałem, że się uda spalą - szczególnie na dodanym w ostatnim momencie przez organizatora odcinku wzdłuż torów, a potem z powrotem druga stroną tych torów, gdzie było trochę pod górkę, trochę z górki i znów pod i znów z. Tak czy inaczej wyprzedziła mnie na tym odcinku tylko jedna osoba.
No 929 - szczegółowa statystyka GPS z mojego przejazdu
WYNIK
No cóż - oczywiście mogło być lepiej.
GPS pokazał mi 51,2km (licznik Maćka wskazał 54,1km). Pokonanie dystansu zajęło mi 2:50:41. Zwycięzca open miał 1:51:44, a w mojej kategorii 01:52:40.
Maja Włoszczowska przebyła trasę w godzinę i 58 minut pewnie zwyciężając w swojej kategorii.
Wynik punktowy mojego występu to 330. Prędkość średnia ponad 18km/h. No i 89 miejsce w M3. Zakładałem na początku sezonu, żeby uzyskiwać w każdym starcie powyżej 300 pkt. Jak dotąd udało mi się 4 razy, a nie udało mi się 2 - w Ustroniu i w Zawoi. Ale jest wytłumaczenie - startował Marek Galiński, więc się nie liczy :)
W klasyfikacji generalnej awansowałem na 53 miejsce.
INNE
Mój licznik padł po 3 km i nie pokazał niczego ważnego - w zasadzie to zawiódł system bezprzewodowy RDS. Leżał przez lata w szafie. Pamiętam, że były z nim problemy i używałem go może z miesiąc. Ale teraz odkopałem go i założyłem do nowego roweru, żeby używać jednego licznika i działał OK przez dwa tygodnie. A na maratonie 3 km i stop. Włączał się kiedy chciał i wyłączał równie szybko. Z całego dystansu naliczył w sumie 14km.
Nie wiem co było przyczyną. Może jakieś zakłócenia od innych systemów bezprzewodowych, a może ten RDS to już tak ma.
Pozostaje mi wymienić na kabel.
Chciałem sobie sprawić nową Sigmę. Model BC2006 z pulsometrem i altimetrem. Ale jak system bezprzewodowy w tych licznikach działa tak samo, to chyba sobie odpuszczę.
O i jeszcze taka myśl mnie dręczy, a w zasadzie pytanie. Ciekawe czy jakbym wystartował tak jak do tej pory na hardtailu to miałbym lepszy czas?
Piechowice - miejsce w którym po raz pierwszy odbył się BikeMaraton w którym wystartowało prawie 500 osób.
Ponownie musiałem wcześniej wstać. Na nogach byłem już o 4:30. O 5:30 wyjazd. Po drodze zabrałem Maćka i do Piechowic.
Na miejscu byliśmy o 9:00. Mieliśmy spory zapas czasu, ale jak zwykle startowaliśmy spoza sektora :)
Do Piechowic zawitała też nasza medalistka olimpijska - Maja. Niestety nie widziałem jej na trasie hehe. Wszystko przez sektor 0. Tak by mnie mijała i może powalczyłbym z pięć sekund :)
TRASA/W TRASIE

Jadąc i patrząc na mapkę przed zawodami miałem wrażenie, że będzie to drugi Świeradów. Czyli jeden kilkunastokilometrowy podjazd, w dodatku asfaltowo-szutrowy, a potem płasko i zjazd.
Pierwsza połówka potwierdzała moje obawy. Piszę obawy, bo jakoś mi taki teren nie odpowiada. Wolę stromiej, ale krócej :). Dodatkowo chyba nie mam talentu do jazdy po płaskim, a już na pewno po płaskim w końcówce dystansu. Zazwyczaj wyprzedza mnie wtedy dużo osób (np. Kraków).
Musze nad tym elementem popracować. Może w przyszłym roku to się zmieni.
Tak czy inaczej druga połówka to było to, co lubię najbardziej i mój "wszędołaz" (wystartowałem moim AllMountainem) również. Były single traki w górę i w dół i naprawdę ostre kawałki zjazdów, takich z kamieniami zwanymi głazami:) (przypomniało mi się jedno stwierdzenie uczestnika "8H HorizonFive", który rzekł "amortyzator sapał" jak określał jaki jest ostatni zjazd).
Ogólnie było cool.
Tym razem widząc tabliczkę 10km postanowiłem walczyć. Zauważyłem, że w końcówkach etapów tracę dużo pozycji. Walczyłem - choć niekiedy myślałem, że się uda spalą - szczególnie na dodanym w ostatnim momencie przez organizatora odcinku wzdłuż torów, a potem z powrotem druga stroną tych torów, gdzie było trochę pod górkę, trochę z górki i znów pod i znów z. Tak czy inaczej wyprzedziła mnie na tym odcinku tylko jedna osoba.
No 929 - szczegółowa statystyka GPS z mojego przejazdu
WYNIKNo cóż - oczywiście mogło być lepiej.
GPS pokazał mi 51,2km (licznik Maćka wskazał 54,1km). Pokonanie dystansu zajęło mi 2:50:41. Zwycięzca open miał 1:51:44, a w mojej kategorii 01:52:40.
Maja Włoszczowska przebyła trasę w godzinę i 58 minut pewnie zwyciężając w swojej kategorii.
Wynik punktowy mojego występu to 330. Prędkość średnia ponad 18km/h. No i 89 miejsce w M3. Zakładałem na początku sezonu, żeby uzyskiwać w każdym starcie powyżej 300 pkt. Jak dotąd udało mi się 4 razy, a nie udało mi się 2 - w Ustroniu i w Zawoi. Ale jest wytłumaczenie - startował Marek Galiński, więc się nie liczy :)
W klasyfikacji generalnej awansowałem na 53 miejsce.
INNE
Mój licznik padł po 3 km i nie pokazał niczego ważnego - w zasadzie to zawiódł system bezprzewodowy RDS. Leżał przez lata w szafie. Pamiętam, że były z nim problemy i używałem go może z miesiąc. Ale teraz odkopałem go i założyłem do nowego roweru, żeby używać jednego licznika i działał OK przez dwa tygodnie. A na maratonie 3 km i stop. Włączał się kiedy chciał i wyłączał równie szybko. Z całego dystansu naliczył w sumie 14km.
Nie wiem co było przyczyną. Może jakieś zakłócenia od innych systemów bezprzewodowych, a może ten RDS to już tak ma.
Pozostaje mi wymienić na kabel.
Chciałem sobie sprawić nową Sigmę. Model BC2006 z pulsometrem i altimetrem. Ale jak system bezprzewodowy w tych licznikach działa tak samo, to chyba sobie odpuszczę.
O i jeszcze taka myśl mnie dręczy, a w zasadzie pytanie. Ciekawe czy jakbym wystartował tak jak do tej pory na hardtailu to miałbym lepszy czas?
Etykiety:
BikeMaraton
2008-08-26
TransCarpatia 2006
Tak, właśnie zakończyła się edycja TC2008. Na stronie głównej posucha. U góry stoi, że do startu pozostało dni -9 (minus dziewięć). Zero jakichkolwiek informacji, a mi się przypomniało jak to było 2 lata temu.
W drużynie towarzyszył mi Piotrek (kuzyn mojej żony). Drugi znajomy team to Łukasz (kumpel z pracy) i Mirek (kumpel kumpla z pracy hehe). Ogólnie Piotrek z Mirkiem to te mocniejsze ogniwa, a Łukasz i ja to te słabsze (ale ... niewiele ;) ). W sumie może lepiej by było jakbyśmy się pozamieniali ale cóż tam. Tak czy inaczej jadąc cały czas gdzieś w połowie stawki rywalizowaliśmy głównie między sobą.
Wówczas megamaraton startował z Ustrzyk przez Komańczę, Krempną, Krynicę, Krościenko, Rabkę, Korbielów i ostatecznie finiszował w Wiśle.
Choć na rowerze już swoje przejechałem, było to dla mnie (i chyba nie tylko dla mnie) spore wyzwanie. Chociażby dlatego, że nie brałem jeszcze udziału w żadnych zawodach MTB, a mało tego to nie umiałem sobie przypomnieć sytuacji w której to jeździłbym na rowerze cztery dni z rzędu, a co dopiero siedem i to jeszcze w takim terenie.
Do Ustrzyk dotarliśmy transportem kombinowanym dzień przed startem. Z Katowic do Krakowa furgonetką z zaprzyjaźnionej firmy budowlanej, a dalej już zorganizowanym busem z profesjonalną przyczepką na dwadzieścia parę rowerów.
Po spotkaniu organizacyjnym, rejestracji i kolacji udaliśmy się na pierwszy nocleg (sala gimnastyczna pobliskiej szkoły). A następnego dnia rano zaczęło się.
Od teraz każdy z siedmiu kolejnych dni wyglądał tak samo.
6.00 pobudka, toaleta, pakowanie gratów, śniadanie, rzut okiem na rower - czy na pewno wszystko gra?
8.00 start, a następnie od 5h40min do 9h40min pedałowania i chodzenia po pięknych polskich górach, przyjazd na metę i...
- szukanie wolnego namiotu (tak się złożyło, że na sali musieliśmy spać tylko w noc poprzedzającą wyścig, potem zawsze udawało się nam zdobyć namiot - dla nas było wygodniej)
- posiłek regeneracyjny
- odbiór torby, rozpakowywanie gratów
- oczekiwanie w kolejce do Karchera (zazwyczaj coś koło 40 rowerów przed nami), mycie roweru - w międzyczasie prysznic, toaleta własna
- serwis roweru, smarowanie ustawianie sprawdzanie - gotowe
- posiłek właściwy (od organizatora)
- odprawa i pobranie map na nastepne etapy (my byliśmy co II dzień - jak dawali mapy)
- odwiedzenie lokalnej restauracji - posiłek właściwy nr II (zazwyczaj dobra pizza) + piwko (niekoniecznie jedno ;) )
- spanie, aż do 6.00
cdn.
W drużynie towarzyszył mi Piotrek (kuzyn mojej żony). Drugi znajomy team to Łukasz (kumpel z pracy) i Mirek (kumpel kumpla z pracy hehe). Ogólnie Piotrek z Mirkiem to te mocniejsze ogniwa, a Łukasz i ja to te słabsze (ale ... niewiele ;) ). W sumie może lepiej by było jakbyśmy się pozamieniali ale cóż tam. Tak czy inaczej jadąc cały czas gdzieś w połowie stawki rywalizowaliśmy głównie między sobą.Wówczas megamaraton startował z Ustrzyk przez Komańczę, Krempną, Krynicę, Krościenko, Rabkę, Korbielów i ostatecznie finiszował w Wiśle.
Choć na rowerze już swoje przejechałem, było to dla mnie (i chyba nie tylko dla mnie) spore wyzwanie. Chociażby dlatego, że nie brałem jeszcze udziału w żadnych zawodach MTB, a mało tego to nie umiałem sobie przypomnieć sytuacji w której to jeździłbym na rowerze cztery dni z rzędu, a co dopiero siedem i to jeszcze w takim terenie.
Do Ustrzyk dotarliśmy transportem kombinowanym dzień przed startem. Z Katowic do Krakowa furgonetką z zaprzyjaźnionej firmy budowlanej, a dalej już zorganizowanym busem z profesjonalną przyczepką na dwadzieścia parę rowerów.Po spotkaniu organizacyjnym, rejestracji i kolacji udaliśmy się na pierwszy nocleg (sala gimnastyczna pobliskiej szkoły). A następnego dnia rano zaczęło się.
Od teraz każdy z siedmiu kolejnych dni wyglądał tak samo.
6.00 pobudka, toaleta, pakowanie gratów, śniadanie, rzut okiem na rower - czy na pewno wszystko gra?
8.00 start, a następnie od 5h40min do 9h40min pedałowania i chodzenia po pięknych polskich górach, przyjazd na metę i...
- szukanie wolnego namiotu (tak się złożyło, że na sali musieliśmy spać tylko w noc poprzedzającą wyścig, potem zawsze udawało się nam zdobyć namiot - dla nas było wygodniej)
- posiłek regeneracyjny
- odbiór torby, rozpakowywanie gratów
- oczekiwanie w kolejce do Karchera (zazwyczaj coś koło 40 rowerów przed nami), mycie roweru - w międzyczasie prysznic, toaleta własna
- serwis roweru, smarowanie ustawianie sprawdzanie - gotowe
- posiłek właściwy (od organizatora)
- odprawa i pobranie map na nastepne etapy (my byliśmy co II dzień - jak dawali mapy)
- odwiedzenie lokalnej restauracji - posiłek właściwy nr II (zazwyczaj dobra pizza) + piwko (niekoniecznie jedno ;) )
- spanie, aż do 6.00
cdn.
Etykiety:
jazda,
TransCarpatia
2008-08-13
Budowa Jamis-a zakończona
Właśnie odebrałem i zrobiłem pierwszą przejażdżkę. Właściwie to pojechałem w plener sfotografować coś co się składało przez ostatnie 4 miesiące. Pierwsze efekty na zdjęciach poniżej.No to mam nowy rower - tak jak chciałem - all mountain ze 130mm skokiem, którego będę chciał wykorzystywać również do maratonów.
Wrażenia... no fajnie. Tak całkiem inaczej. Miękko i wysoko:) Mam jednak wrażenie jakby był mniej zwrotny od mojego hardtaila. Pewnie dlatego, że większy i środek ciężkości wyżej. Dodatkowo nie wiem czy to z winy krótszego mostka, czy też geometrii wydaje mi się, że przednie koło jest jakoś bardziej z przodu hehe.Tak czy inaczej jeździ się pierwsza klasa. Dodatkowo system propedal w dumperze fox-a działa bardzo fajnie - przydaje się bardzo np. na asfalcie. No i te hamulce. Trzeba uważać, oj trzeba.
Specyfikacja:
Etykiety:
JamisDakar,
sprzęt
2008-08-02
BM Świeradów 2008
...i po Świeradowie.To był dla mnie dzień odmienny niż wcześniejsze dni maratonowe.
Po I na maraton pojechałem sam. Mój rowerowy kompan Maciek byczy się na urlopie gdzieś nad Adriatykiem.
Po II to najdalszy maraton na który się w tym roku wybieram. A że czasu nigdy nie za wiele, musiałem zrobić to bez noclegu.
I tak wstałem o 5 rano. Prysznic, małe śniadanie, kawa. O 6 spakowany i w drogę.
O dziwo w Świeradowie stawiłem się o 9:20. I co tu teraz robić. Zazwyczaj była to godzina 10, 10:15 :)
Pomału trwają przygotowania do startu. Niebo zachmurzone. Chyba jednak będzie deszcz.
Udaje mi się zająć miejsce w swoim sektorze :) To nie tak jak dotychczas, czyli spoza.
TRASA / W TRASIE
No cóż. Wcześniej widziałem trasę z zeszłego roku oraz mapkę tegorocznej. Wydawała się trudna. Dodatkowo w pamięci mam tą 8 kilometrową pętelkę pieszo-rowerową, którą zafundowali koledzy z HorizonFive organizując ośmiogodzinne ściganie.
Na forum ktoś rzucił, żeby brać semi-slicki. Prognoza mówiła, że będzie lało. Długo myślałem i wziąłem mój zestaw opon ... na błoto.
Założyłem, że będę oszczędzał siły na początku, tak żeby nie zabrakło ich na koniec.
Taktyka, która obrałem nie była za dobra.
Start - początek to dłuuugi podjazd na Stóg Izerski. Wystartowałem ostro, a co? Wyprzedziłem paru konkurentów. Później nieco stonowałem i się kulałem młynkiem pod górę. To sie kogoś wyprzedziło to ktoś wyprzedził mnie (ostatecznie bilans na moją niekorzyść). Startując spoza sektora, z końca stawki wrażenie jest lepsze a bilans jest na "+" :)
Jak się potem okazało, w ostatniej chwili Org na wniosek służb ekologicznych całkowicie zamieszał i zmienił trasę. Tego się nie spodziewałem. Ponoć ukazał się komunikat w tej sprawie na stronie i nowa mapka. Ja niestety wczoraj nie miałem czasu zerknąć wieczorem, ledwo się wyrobiłem z pakowaniem.
Tak czy inaczej ten dłuuugi pierwszy podjazd okazał się pierwszym i zarazem ostatnim. Później było już tylko asfaltowo i szutrowo i w miarę płasko bądź nieźle z górki.
Fakt - niektóre zjazdy były czadowe. Rower, a ja razem z nim rozpędzał się do ponad 60km/h. I gdyby nie fakt, że jechałem na typowych oponach na błoto, kto wie może by pękła siedemdziesiątka.
Tak czy inaczej taki teren nie sprzyja doganianiu rywali i to co się straciło na podjeździe okazało się nie do nadrobienia na płaskim.
Z drugiej strony raz na jakiś czas taka trasa na maratonie to coś całkiem przyjemnego, no i te zjazdy. Nie spodziewałem się, że przekroczę średnią prędkość 20km/h na maratonie górskim.
Dodatkowo zamiast deklarowanych wcześniej 46km dystans oscylował w okolicy 54km. Niby nie dużo więcej. Ale przez to znowu brakło mi sił w końcówce i od ostatniego punktu pomiaru czasu dałem się wyprzedzić 17 zawodnikom. Czyli normalka - końcówka do bani. Muszę chyba zmienić sposób treningów hehe.
NAUCZKA NA PRZYSZŁOŚĆ! - sprawdzaj przed wyjazdem co w trasie piszczy :)
No 929 - szczegółowa statystyka GPS z mojego przejazdu
Wynik
No tak. Jakoś tego nie czułem. Jechałem jak mi się wydawało dość szybko. Potwierdzał to licznik, na którym odchylenie od średniej prędkości na plus z każdym przejechanym kilometrem miało coraz wyższy dolny próg. Pod koniec średnia prędkość wynosiła ponad 20km/h.
Pomimo to wydawało mi się, że wynik jest cienki. Jeden ze słabszych w tym roku. Miałem wrażenie, że to przez to, że przespałem ten jedyny podjazd, może przez to, że się nie wyspałem, a może przez to, że deszcz padał. Sam nie wiem. Po minięciu linii mety po prostu pojechałem do auta, spakowałem się i w drogę do domu. Nie odebrałem nawet dyplomu.
Ciekawe. Do tej pory, pierwsze co robiłem to do tablicy z wynikami :)
Jak się przed chwilą okazało przejechałem te 54 km w 2:40:15. O! Planowałem przed startem, że będą to 3h i 46km.
Zwycięzca mojej kategorii zrobił to w 1:52:12. I tu zaskoczenie. Tak blisko (48min.) zwycięzcy, w tym roku jeszcze nie byłem. Za występ przyznano mi 350pkt. To drugi wynik po Krakowie, gorszy o zaledwie 2 pkt. Czyli nieźle. 100 miejsce w M3 - bywało lepiej ;).
Teraz na spokojnie, wydaje mi się, że to był całkiem niezły jak na moje możliwości występ i nie mam co narzekać.
Teraz mam 29 dni przerwy w maratonach. Jest czas na trening. Następny maraton - Piechowice.
Etykiety:
BikeMaraton
2008-07-23
Jamis Dakar - kolejne zakupy
Korzystając z wolnego czasu (za oknem pada i leje i tak na zmianę) postanowiłem poszperać w sieci i wyszukać jakieś nowe komponenty do Jamis-a.I tak to powoli, powoli moje nowe cacko rośnie.
Właśnie przyszło pocztą siodło. Kupiłem TOKEN-a w białym kolorze (żeby do amortyzatora pasował). Siodło prezentuje się całkiem przyzwoicie. Waży zaledwie 214 gram, a do tego nie rujnuje portfela.
Czekam też na opony. Zamówiłem właśnie Ritchey Z-MAX 26x2.35. Powinny przyjść lada dzień. Na jesienną słotę będą bardzo dobre. A na wiosnę dokupię sobie na wymianę jakieś szybsze, np. Continental MountainKing 26x2.2.

Ustalam również z Przemkiem (szefem mojego sklepu rowerowego) jakie koła ma mi złożyć.
W zasadzie to pozostały nam już tylko dwie rzeczy do obgadania, a mianowicie:
- piasty, ja upieram się przy XT disc6, Przemek namawia na Novateca na łożyskach maszynowych - bo ponoć lepszy. Sam nie wiem.
- szprychy, na pewno czarne, ale jeszcze nie wiadomo czy cieniowane czy nie.
Co do reszty (już zatwierdzonej) to obręcze SUN RIMS EQUALIZER 29, kaseta XT 9sp. 11-34 i dwie tarcze hamulcowe XT 160mm na tył i 180 na przód no i dwie taśmy i dwie dętki.
Jak stanie już na kołach to sfotografuję i się pochwalę :)
Hmm, kto wie może już w sierpniu będzie gotowy. Może na maraton w Piechowicach? To by było coś.
Etykiety:
JamisDakar,
sprzęt
2008-07-19
BM Zawoja 2008

No pięknie. Wstałem rano o 6, za oknem deszcz i 13,5 stopni C. Kąpiel, śniadanie. Nie pada, temperatura 14,5. O 7.10 spakowany i jazda do Gliwic po Maćka.
Do Zawoi dojeżdżamy jak zwykle na styk. Zaczynamy się przebierać, zapomniałem rękawiczek - będzie bolało.
Nagle znika słońce, które już całkiem ładnie grzało. Jakiś grzmot, spada parę kropel (tak coś koło trzech :) ). Na szczęście tylko postraszyło. Do biura zawodów stawiamy się o 10:20. Startujemy jak zwykle spoza sektora bo brakuje dla nas miejsca.
Trasa
Przed startem podejrzewałem, że będzie nieco trudniejsza od tej w Ustroniu. Miałem nawet duże chęci żeby tu przyjechać i objechać trasę z zeszłego roku, ale jakoś brakło czasu.Początek to asfalt płasko, później nieco zniszczony asfalt i coraz bardziej pod górkę. Potem były też szutry. Prawdziwe góry i błotne bajora zaczęły się po dojechaniu do zielonego i niebieskiego szlaku, który to zapoczątkował serię ciężkich podjazdów i niejednokrotnie w moim wykonaniu podejść :) na 1111 m n.p.m. czyli górę Jałowiec. Potem była jeszcze Czerniawa i Beskidek. Zjazd z Beskidka przebiegał dość kamienistą i błotnistą drogą, aż do momentu wjazdu na dobrą drogę szutrową, a potem asfalt. Zjazd był bardzo szybki. Licznik pokazał powyżej 57km/h.
No 929 - szczegółowa statystyka GPS z mojego przejazdu
W trasie
Super, takie warunki lubię.
Błoto! Przypomniały mi się pierwsze etapy TransCarpatii 2006. Było go wszędzie pełno. Po prostu bagno. Porównując do Wrocławia to tam były jedynie niewielkie kałuże i trochę błota.
Trasa była bardzo ciekawa i urozmaicona. Momentami dawała mocno popalić.
(...) a i zaliczyłem pierwszą glebę maratonową. Po dotarciu na Jałowiec, oczom ukazała się przepiękna polana rozświetlona promieniami słonecznymi, co po wyjściu z ciemnego lasu wyglądało ciekawie. Dodatkowo tą polaną biegł zjazd. Niewiele myśląc - po gazie i w dół wąską koleiną. W pewnym momencie przednie koło "złapało trawkę" i fik przez kierownicę. Na szczęście wpadłem w jakieś miękkie jagody :) i skończyło się na niewielkich obtarciach i mocno fioletowej nodze, ręce i spodenkach - od jagód.
Wynik
No cóż, jechało mi się super. Wykręciłem czas 3:13:24. Przed startem chciałem zejść poniżej 3,5h i się udało. Dodatkowo rzut okiem na dyplom - 79 miejsce w M3 - tak wysoko jeszcze nie byłem.
Liczyłem na dobry wynik punktowy (powyżej 300), ale pech chciał, że postanowił sobie wystartować niejaki olimpijczyk Galiński i punkty zjechały do 271. Swoją drogą przejechał tą trasę w 1:44:39. Ciekawe jak on to robi? Przynajmniej wiem ile mi jeszcze brakuje, żeby wystartować na Olimpiadze hehe.
271 to mój najsłabszy wynik punktowy, ale maraton był trudny i przejazd dał mi największą satysfakcję z przejechanych BM w tym roku.
Etykiety:
BikeMaraton
2008-07-18
no i żonka ma swój rower
Właśnie odebraliśmy. Śliczny czerwony Vision z kombinowanym osprzętem Alivio/Deore/LX, jest tam też Suntour, Accent, Author, Rigida, Novatec i Panaracer. Chcieliśmy bardzo go dzisiaj wypróbować, ale się nie udało.Miałem kupę roboty, jutro kolejna edycja BikeMaratonu w Zawoi. Trzeba było przerobić swój sprzęt na wyścigówkę :) Musiałem zdemontować fotelik od Hani i zmienić pedały na spd. Dodatkowo zamontować bagażnik na rowery i spakować się.
Tak czy inaczej rower Kasi prezentuje się bardzo dobrze i co najważniejsze Jej się też podoba. Wstępne przymiarki w przedpokoju pokazały, że rama 19" nie do końca będzie za duża i Kasia powinna sobie z nią spokojnie poradzić. Dodatkowo pozycja będzie bardziej turystyczna, a co za tym idzie wygodna na parkowe jeżdżenie.
Pewnie w niedzielę pojedziemy w trójkę na podbój Wojewódzkiego Parku Kultury i Wypoczynku :)
Etykiety:
family driving,
sprzęt
2008-07-15
Tour de Pologne - Rajd dookoła Polski
Przeglądając ostatnio jakieś strony rzuciły mi się w oczy regulaminy zdobywania odznak turystyki kwalifikowanej i krajoznawczej. Zainteresowałem się tematem, przypominając sobie czasy kiedy to uczęszczałem do szkoły podstawowej i zbierałem punkty podczas szkolnych wędrówek po polskich górach.
Jednak w pewnym momencie zainteresował mnie temat Kolarskiej Odznaki Turystycznej. Wcześniej o tym nie słyszałem.
Jak można się dowiedzieć ze stron Towarzystwa odznak tych jest kilka. Szczególnie dwie zwróciły moją uwagę.
- Kolarska Odznaka Turystyczna - posiada siedem stopni: brązowy, srebrny, złoty, duży brązowy, duży srebrny, duży złoty i za wytrwałość. Może się o nie ubiegać turysta, który odbył wymaganą ilość wycieczek kolarskich i co ciekawe :) pokonywał trasy zgodnie z obowiązującym prawem o ruchu drogowym. Szczegóły w regulaminie na stronie PTTK
- Odznaka za Rajd dookoła Polski - dostępne są dwie odznaki za "mały rajd" i za "duży rajd". Uzyskanie odznaki małej polega na opracowaniu i przejechaniu rowerem trasy o długości minimum 1800 km w kształcie zbliżonym do elipsy lub koła, przebiegającej przez dowolne miejscowości leżące na terenie Polski. Żeby zapracować na odznakę dużą musimy przejechać trasę którą przedstawiłem na mapce i uzyskać potwierdzenie swojego przejazdu we wszystkich punktach kontrolnych.
Wyświetl większą mapę
Fajnie by było objechać całą Polskę. Najlepiej jeszcze podczas jednej wyprawy. Wg PTTK cała pętla liczy 3522km. Oczywiście przejazdy pomiędzy poszczególnymi punktami można sobie układać wg własnego uznania, więc pętla może być dużo dłuższa.
Na jednorazowe pokonanie całej pętli raczej sobie nie pozwolę. Po pierwsze dlatego, że nie należę do bikerów jeżdżących z sakwami, a po drugie dlatego, że potrzebowałbym na to pewnie 3-4 tygodni, a tyle czasu nie mam. Jednak wezmę się za tą pętlę powoli i po kawałku. I w końcu może osiągnę cel. Objadę Polskę i zdobędę blachę :)
Szkoda, że nie wiedziałem o tym wcześniej. Transcarpatia 2006 załatwiła by mi połowę południowej granicy - tylko czy na pewno przejechałem ją zgodnie z obowiązującym prawem o ruchu drogowym?
No to teraz tylko kupić książeczkę wycieczek kolarskich i do roboty.
Jednak w pewnym momencie zainteresował mnie temat Kolarskiej Odznaki Turystycznej. Wcześniej o tym nie słyszałem.
Jak można się dowiedzieć ze stron Towarzystwa odznak tych jest kilka. Szczególnie dwie zwróciły moją uwagę.
- Kolarska Odznaka Turystyczna - posiada siedem stopni: brązowy, srebrny, złoty, duży brązowy, duży srebrny, duży złoty i za wytrwałość. Może się o nie ubiegać turysta, który odbył wymaganą ilość wycieczek kolarskich i co ciekawe :) pokonywał trasy zgodnie z obowiązującym prawem o ruchu drogowym. Szczegóły w regulaminie na stronie PTTK
- Odznaka za Rajd dookoła Polski - dostępne są dwie odznaki za "mały rajd" i za "duży rajd". Uzyskanie odznaki małej polega na opracowaniu i przejechaniu rowerem trasy o długości minimum 1800 km w kształcie zbliżonym do elipsy lub koła, przebiegającej przez dowolne miejscowości leżące na terenie Polski. Żeby zapracować na odznakę dużą musimy przejechać trasę którą przedstawiłem na mapce i uzyskać potwierdzenie swojego przejazdu we wszystkich punktach kontrolnych.
Wyświetl większą mapę
Fajnie by było objechać całą Polskę. Najlepiej jeszcze podczas jednej wyprawy. Wg PTTK cała pętla liczy 3522km. Oczywiście przejazdy pomiędzy poszczególnymi punktami można sobie układać wg własnego uznania, więc pętla może być dużo dłuższa.
Na jednorazowe pokonanie całej pętli raczej sobie nie pozwolę. Po pierwsze dlatego, że nie należę do bikerów jeżdżących z sakwami, a po drugie dlatego, że potrzebowałbym na to pewnie 3-4 tygodni, a tyle czasu nie mam. Jednak wezmę się za tą pętlę powoli i po kawałku. I w końcu może osiągnę cel. Objadę Polskę i zdobędę blachę :)
Szkoda, że nie wiedziałem o tym wcześniej. Transcarpatia 2006 załatwiła by mi połowę południowej granicy - tylko czy na pewno przejechałem ją zgodnie z obowiązującym prawem o ruchu drogowym?
No to teraz tylko kupić książeczkę wycieczek kolarskich i do roboty.
Etykiety:
Tour de Pologne
2008-07-10
rower dla Żony
I stało się. Właśnie zaniosłem ramę, opony i nowe manetki do mojego sklepu celem uzupełnienia braków :)
Rama jest czerwona. Kasia wolałaby czarną, no ale cóż. Ustaliłem, że pozostałe komponenty będą czarne i jakoś przeszło :)
Do roweru zamówiłem komponenty rurkowe Accenta, koła składane maszynowo Rygida/Novatec, komponenty Shimano alivio/deore/deore LX.
Siodło Kasia wybrała sama. Damski model Authora ASD ErgoGel.
Powinien z tego wyjść całkiem niezły sprzęt do jazdy rekreacyjnej w towarzystwie naszej Hani w foteliku na moim OutLinie.
Jak dobrze pójdzie to w sobotę pierwsza wspólna wycieczka.
Rama jest czerwona. Kasia wolałaby czarną, no ale cóż. Ustaliłem, że pozostałe komponenty będą czarne i jakoś przeszło :)
Do roweru zamówiłem komponenty rurkowe Accenta, koła składane maszynowo Rygida/Novatec, komponenty Shimano alivio/deore/deore LX.
Siodło Kasia wybrała sama. Damski model Authora ASD ErgoGel.
Powinien z tego wyjść całkiem niezły sprzęt do jazdy rekreacyjnej w towarzystwie naszej Hani w foteliku na moim OutLinie.
Jak dobrze pójdzie to w sobotę pierwsza wspólna wycieczka.
Etykiety:
family driving,
sprzęt
2008-07-07
BM Kraków 2008
Cóż to był za wyścig.
Trasa
- no niezła to była trasa. Czasem byłem nawet zaskoczony - przecież to nie góry. Ogólnie zaraz po starcie pierwszy podjazd - Kopiec - dalej zjazd i znowu wspinaczka (ZOO). Ni stąd ni zowąd single track. Potem jakieś pola, las - błoto podjazdy, zjazdy, podejścia :) Końcówka znowu w miarę płaska - pola, szutry i wałem nad rzeką.
W sumie trasa całkiem przyzwoita i wcale nie taka łatwa jakby się mogło wydawać przed startem.
No 929 - szczegółowa statystyka GPS z mojego przejazdu
W trasie
Jak zwykle - start - są siły trzeba cisnąć. Jadę mocno mijam kolejnych zawodników - jak zwykle startowałem z końca sektora. Podjazd pod Kopiec super, dalej mocno. Pierwszy mały kryzysik na podjeździe pod ZOO, ale ciągnę. W końcu tutaj kilkukilometrowych podjazdów być nie może i zaraz będzie z górki. Czuję to - dziś będzie wynik najlepszy w tym sezonie. Siły są, z przodu ciągle blat.
O dziwo zauważam, że na niektórych podjazdach jadę bez problemu, a inni prowadzą. Forma jest.
Trwa to mniej więcej do ostatniego punktu kontrolnego. Nagle jak mnie nie sieknie (sic) - muszę zrzucić z blatu. Niedobrze. Co prawda dalej jadę, ale zmęczenie daje o sobie znać. Wyprzedzają mnie kolejni zawodnicy. Gdzie ta meta? Ostatnia część jest przecież płaska, a on nie chce jechać. Cóż...
Straty
Sztyca !!! Znowu zaczyna się krzywić. Na razie lekko, ale już zauważalnie odchyliła się do tyłu. Już nie wiem co mam z tym ustrojstwem zrobić. Przecież nie może być tak żebym co dwa tygodnie kupował nową.
Wynik
No bez wątpienia najlepszy w tym sezonie. Zdobyłem rekordowe 352 punkty do klasyfikacji generalnej i co ważniejsze do lidera straciłem niespełna godzinę. Zająłem 96 miejsce w M3 pierwszy raz wchodząc do setki. Czas 3h 19min 14sek to jest coś. Zwycięzca M3 dotarł w 2h 20min 4 sek. No fantastycznie.
...ale jak mogłoby być pięknie gdybym tak nie osłabł na końcu. W klasyfikacji OPEN zająłem 348 miejsce, a jeszcze na ostatnim punkcie kontrolnym byłem 325. Kryzys kosztował mnie utratę 23 pozycji i pewnie dodał kilka(-naście) minut nadmiarowych. Cóż forma jest jaka jest. Muszę chyba trochę inaczej rozkładać siły w przyszłości.
... no i jeszcze to zdjęcie !!! 929 ciągnie cały peleton. Chyba sobie w pracy na ścianie powieszę ;)
Trasa
- no niezła to była trasa. Czasem byłem nawet zaskoczony - przecież to nie góry. Ogólnie zaraz po starcie pierwszy podjazd - Kopiec - dalej zjazd i znowu wspinaczka (ZOO). Ni stąd ni zowąd single track. Potem jakieś pola, las - błoto podjazdy, zjazdy, podejścia :) Końcówka znowu w miarę płaska - pola, szutry i wałem nad rzeką.
W sumie trasa całkiem przyzwoita i wcale nie taka łatwa jakby się mogło wydawać przed startem.
No 929 - szczegółowa statystyka GPS z mojego przejazdu
W trasie
Jak zwykle - start - są siły trzeba cisnąć. Jadę mocno mijam kolejnych zawodników - jak zwykle startowałem z końca sektora. Podjazd pod Kopiec super, dalej mocno. Pierwszy mały kryzysik na podjeździe pod ZOO, ale ciągnę. W końcu tutaj kilkukilometrowych podjazdów być nie może i zaraz będzie z górki. Czuję to - dziś będzie wynik najlepszy w tym sezonie. Siły są, z przodu ciągle blat.
O dziwo zauważam, że na niektórych podjazdach jadę bez problemu, a inni prowadzą. Forma jest.
Trwa to mniej więcej do ostatniego punktu kontrolnego. Nagle jak mnie nie sieknie (sic) - muszę zrzucić z blatu. Niedobrze. Co prawda dalej jadę, ale zmęczenie daje o sobie znać. Wyprzedzają mnie kolejni zawodnicy. Gdzie ta meta? Ostatnia część jest przecież płaska, a on nie chce jechać. Cóż...
Straty
Sztyca !!! Znowu zaczyna się krzywić. Na razie lekko, ale już zauważalnie odchyliła się do tyłu. Już nie wiem co mam z tym ustrojstwem zrobić. Przecież nie może być tak żebym co dwa tygodnie kupował nową.
Wynik
No bez wątpienia najlepszy w tym sezonie. Zdobyłem rekordowe 352 punkty do klasyfikacji generalnej i co ważniejsze do lidera straciłem niespełna godzinę. Zająłem 96 miejsce w M3 pierwszy raz wchodząc do setki. Czas 3h 19min 14sek to jest coś. Zwycięzca M3 dotarł w 2h 20min 4 sek. No fantastycznie....ale jak mogłoby być pięknie gdybym tak nie osłabł na końcu. W klasyfikacji OPEN zająłem 348 miejsce, a jeszcze na ostatnim punkcie kontrolnym byłem 325. Kryzys kosztował mnie utratę 23 pozycji i pewnie dodał kilka(-naście) minut nadmiarowych. Cóż forma jest jaka jest. Muszę chyba trochę inaczej rozkładać siły w przyszłości.
... no i jeszcze to zdjęcie !!! 929 ciągnie cały peleton. Chyba sobie w pracy na ścianie powieszę ;)
Etykiety:
BikeMaraton
2008-07-05
przed BM Kraków
:) Kraków zbliża się wielkimi krokami.
...będzie to mój trzeci start w tym roku. Ostatnia edycja w Ustroniu była the best. Zdaję sobie sprawę, że Kraków to nie góry, ale mam nadzieję, że będzie lepszy niż Wrocław, w którym inaugurowałem swoje występy w maratonach.
Ludzie mówią, że trasa ma być płaska i mało ciekawa. Ponoć nawet opady, które miały miejsce nie zdążyły naprodukować żadnego błota.
Ja jednak właśnie skończyłem przerzucać opony z semi-slick na sprawdzone w boju opony terenowe. Może będę żałował, a może nie. Uważam jednak, że lepiej jechać asfaltem i szutrem na oponach z solidnym bieżnikiem niż babrać się w błocie, wodzie, piachu itp. na oponach "łysych".
Trzeba iść spać - jutro wyścig.
...będzie to mój trzeci start w tym roku. Ostatnia edycja w Ustroniu była the best. Zdaję sobie sprawę, że Kraków to nie góry, ale mam nadzieję, że będzie lepszy niż Wrocław, w którym inaugurowałem swoje występy w maratonach.
Ludzie mówią, że trasa ma być płaska i mało ciekawa. Ponoć nawet opady, które miały miejsce nie zdążyły naprodukować żadnego błota.
Ja jednak właśnie skończyłem przerzucać opony z semi-slick na sprawdzone w boju opony terenowe. Może będę żałował, a może nie. Uważam jednak, że lepiej jechać asfaltem i szutrem na oponach z solidnym bieżnikiem niż babrać się w błocie, wodzie, piachu itp. na oponach "łysych".
Trzeba iść spać - jutro wyścig.
Etykiety:
BikeMaraton
2008-06-29
pierwsza "setka" w tym roku
No i stało się. Przyszedł czas na przekroczenie 100 km. dziennego dystansu. Wybrałem się do Ogrodzieńca.
Cel: przekroczyć 100 kilometrów, przetestować nowy nabytek - opony Panaracer MachSS pod kątem startu na nich na maratonie w Krakowie.
Trasa: Planowałem do Ogrodzieńca jechać ulicą, a wracać minimalizując kawałki asfaltowe czyli lasami, polami i szutrami.
Wyjechałem po śniadaniu. Udałem się w stronę Dąbrowy Górniczej, a dalej Ogrodzieńca. Dobrze znana droga, wszak jechałem nią nie pierwszy raz. Na dworze ładnie świeciło słońce, lecz nie było wielkiego skwaru. Jechało się przyjemnie. Gdy do celu zostało już tylko kilka kilometrów, po minięciu Niegowonic, zaczęło kropić lekko a potem coraz mocniej. Chciałem jechać do Podzamcza ale deszcz zachęcił mnie do zmiany trasy i na początku Ogrodzieńca skręciłem w drogę oznaczoną czarnym szlakiem, skracając co nieco trasę.
Czarnym szlakiem przejechałem koło Prochowni i dojechałem do szlaku żółtego, którym pierwotnie chciałem wracać z Podzamcza. Po żółtych znakach dojechałem do Niegowonic - tylko. Wcześniej szlak ten prowadził aż do Dąbrowy Górniczej. Teraz jednak znakowanie zakończyło się w Niegowonicach. Nie mając pomysłu na jazdę w terenie, postanowiłem wrócić częściowo asfaltem, którym przyjechałem, a potem do Ząbkowic. Stamtąd już szlakiem przez las, wokół Pogorii III, przez Park Zielona, wzdłuż Czarnej Przemszy, koło elektrowni Łagisza do Grodźca, a dalej przez Brynicę wróciłem do domu.
Szczegółowa statystyka GPS wyjazdu
Wyświetl większą mapę
OPONY MACH SS Kupiłem opony semi-slick, pod namową mojego kumpla, który bardzo je zachwalał zarówno na miasto jak i na bezdroża wokół aglomeracji. Przyzwyczajony do opon terenowych, odkąd pamiętam zawsze w rozmiarze 26x2.1 pierwsze kilometry przejechałem z pewną nieufnością. Czułem każdą dziurę i nierówność nawet na asfalcie. Ale potem zauważyłem, że nic się z nimi złego nie dzieje i zapomniałem o tym, że są inne. Pierwsze 45 km przebiegało głównie drogami asfaltowymi. Mogę śmiało stwierdzić, że są szybkie. W Ogrodzieńcu średnia wskazywała powyżej 29km/h. Dawno już nie pamiętam żeby Sigma przy 30km/h pokazywała nadal kropkę ;)
Jak zaczęło padać odniosłem wrażenie jakby bardziej chlapało na 4 litery niż na oponach z solidnym bieżnikiem.
Potem wjechałem w las, był piach, korzenie a dalej również kamienie i szutry. Opony spisywały się nieźle. Pomogło również to, że spadł deszcz i piasek z góry był mokry. Dopiero w lasach wokół Pogorii jak piasek był już całkiem suchy okazało się, że się nie da. Rzucało w prawo i w lewo, opony zakopywały się w piachu i co chwilę trzeba było schodzić.
Wrażenia mam mieszane. Jeśli chodzi o taką wycieczkę jak dzisiejsza, to opony na pewno się nadają. Natomiast czy pojadę na nich na maraton do Krakowa ? Nie wiem. Nie miałem okazji sprawdzić ich w błocie, ale podejrzewam że nie pojadą. Posłucham jeszcze opinii osób, które przejadą próbnie trasę maratonu i zadecyduję.
Cel: przekroczyć 100 kilometrów, przetestować nowy nabytek - opony Panaracer MachSS pod kątem startu na nich na maratonie w Krakowie.
Trasa: Planowałem do Ogrodzieńca jechać ulicą, a wracać minimalizując kawałki asfaltowe czyli lasami, polami i szutrami.
Wyjechałem po śniadaniu. Udałem się w stronę Dąbrowy Górniczej, a dalej Ogrodzieńca. Dobrze znana droga, wszak jechałem nią nie pierwszy raz. Na dworze ładnie świeciło słońce, lecz nie było wielkiego skwaru. Jechało się przyjemnie. Gdy do celu zostało już tylko kilka kilometrów, po minięciu Niegowonic, zaczęło kropić lekko a potem coraz mocniej. Chciałem jechać do Podzamcza ale deszcz zachęcił mnie do zmiany trasy i na początku Ogrodzieńca skręciłem w drogę oznaczoną czarnym szlakiem, skracając co nieco trasę.
Czarnym szlakiem przejechałem koło Prochowni i dojechałem do szlaku żółtego, którym pierwotnie chciałem wracać z Podzamcza. Po żółtych znakach dojechałem do Niegowonic - tylko. Wcześniej szlak ten prowadził aż do Dąbrowy Górniczej. Teraz jednak znakowanie zakończyło się w Niegowonicach. Nie mając pomysłu na jazdę w terenie, postanowiłem wrócić częściowo asfaltem, którym przyjechałem, a potem do Ząbkowic. Stamtąd już szlakiem przez las, wokół Pogorii III, przez Park Zielona, wzdłuż Czarnej Przemszy, koło elektrowni Łagisza do Grodźca, a dalej przez Brynicę wróciłem do domu.
Szczegółowa statystyka GPS wyjazdu
Wyświetl większą mapę
OPONY MACH SS Kupiłem opony semi-slick, pod namową mojego kumpla, który bardzo je zachwalał zarówno na miasto jak i na bezdroża wokół aglomeracji. Przyzwyczajony do opon terenowych, odkąd pamiętam zawsze w rozmiarze 26x2.1 pierwsze kilometry przejechałem z pewną nieufnością. Czułem każdą dziurę i nierówność nawet na asfalcie. Ale potem zauważyłem, że nic się z nimi złego nie dzieje i zapomniałem o tym, że są inne. Pierwsze 45 km przebiegało głównie drogami asfaltowymi. Mogę śmiało stwierdzić, że są szybkie. W Ogrodzieńcu średnia wskazywała powyżej 29km/h. Dawno już nie pamiętam żeby Sigma przy 30km/h pokazywała nadal kropkę ;)
Jak zaczęło padać odniosłem wrażenie jakby bardziej chlapało na 4 litery niż na oponach z solidnym bieżnikiem.
Potem wjechałem w las, był piach, korzenie a dalej również kamienie i szutry. Opony spisywały się nieźle. Pomogło również to, że spadł deszcz i piasek z góry był mokry. Dopiero w lasach wokół Pogorii jak piasek był już całkiem suchy okazało się, że się nie da. Rzucało w prawo i w lewo, opony zakopywały się w piachu i co chwilę trzeba było schodzić.
Wrażenia mam mieszane. Jeśli chodzi o taką wycieczkę jak dzisiejsza, to opony na pewno się nadają. Natomiast czy pojadę na nich na maraton do Krakowa ? Nie wiem. Nie miałem okazji sprawdzić ich w błocie, ale podejrzewam że nie pojadą. Posłucham jeszcze opinii osób, które przejadą próbnie trasę maratonu i zadecyduję.
2008-06-28
pierwsza jazda z Hanką
No to pojeździliśmy. Hanka w foteliku i kasku wyglądała na zadowoloną. Spokojnym tempem objechaliśmy siemianowickie osiedla i ogródki działkowe by w końcu dotrzeć do parku WPKiW. W sumie przejechaliśmy ponad 20km. w godzinkę z hakiem.
Przez pierwsze 40 minut Hanka spała. Trochę mi jej było szkoda gdy kaskiem haczyła to o siodło to o boczne podpórki fotelika. Ciekawe czy są jakieś takie z regulowanym oparciem. Pewnie jakby go trochę pochylić do tyłu byłoby jej wygodniej. Jak będę kupował muszę się nieco porozglądać za czymś wygodniejszym do snu :)
Jak się obudziła chyba też się jej podobało. Co jakaś dziura czy krawężnik słyszałem tylko jedno słowo BUM!
Podobały się jej również pomarańczowe pelikany gdy jechaliśmy wzdłuż ZOO.
W sumie udany wypad rekreacyjny.
Teraz czekamy, aż mama do nas dołączy.
Przed wypadem zakupiłem do celu jazdy miejskiej nowe opony. Wybrałem Panaracery Mach SS 26x1.95. Przy spokojnej jeździe z fotelikiem nawet całkiem przyjemnie się jechało. Trochę dziwne wrażenie. Do tej pory cały czas były to terenowe opony 26x2.1 (Panaracer Dart/Smoke, TrailBlaster, Ritchey Z-MAX, Kenda K816 itp.).
W sobotę zamierzam je porządnie przetestować. Planuję przejechać pierwszą setkę w tym sezonie w terenie mieszanym. Relacja i wynik testu wkrótce.
Przez pierwsze 40 minut Hanka spała. Trochę mi jej było szkoda gdy kaskiem haczyła to o siodło to o boczne podpórki fotelika. Ciekawe czy są jakieś takie z regulowanym oparciem. Pewnie jakby go trochę pochylić do tyłu byłoby jej wygodniej. Jak będę kupował muszę się nieco porozglądać za czymś wygodniejszym do snu :)Jak się obudziła chyba też się jej podobało. Co jakaś dziura czy krawężnik słyszałem tylko jedno słowo BUM!
Podobały się jej również pomarańczowe pelikany gdy jechaliśmy wzdłuż ZOO.
W sumie udany wypad rekreacyjny.
Teraz czekamy, aż mama do nas dołączy.
Przed wypadem zakupiłem do celu jazdy miejskiej nowe opony. Wybrałem Panaracery Mach SS 26x1.95. Przy spokojnej jeździe z fotelikiem nawet całkiem przyjemnie się jechało. Trochę dziwne wrażenie. Do tej pory cały czas były to terenowe opony 26x2.1 (Panaracer Dart/Smoke, TrailBlaster, Ritchey Z-MAX, Kenda K816 itp.).
W sobotę zamierzam je porządnie przetestować. Planuję przejechać pierwszą setkę w tym sezonie w terenie mieszanym. Relacja i wynik testu wkrótce.
Etykiety:
family driving
2008-06-26
rodzinne jeżdżenie ?
Moja córa ma już 17 miesięcy. Najwyższy czas pomyśleć o wspólnej przejażdżce. Właśnie pożyczyłem od kumpla fotelik (wyjeżdża na wczasy bez rowerów, więc nie będzie mu potrzebny) i kupiłem superowy różowy kask.W sobotę zrobię jazdę próbną i zobaczę czy się Hance spodoba. Jeśli tak, wówczas kupię kask i fotelik i będziemy śmigać.
Dodatkowo, moja żonka Kasia, jak usłyszała, że będziemy z Hanią jeździć, stopniowo przekonuje się do tego, żeby w końcu też zacząć pedałować.
Tutaj jak najbardziej przydatna będzie rama Visiona, która ostatnio dostałem z Velo. Wszystko fajnie, wszystko pięknie, ale odsunie się w czasie budowa mojego AllMountain-a. Ale cóż perspektywa jazdy rodzinnej bierze górę.
Etykiety:
family driving
2008-06-20
Velo daje nową ramę !!!
No coś nieprawdopodobnego.
Poszedłem do mojego ulubionego sklepu zakupić nowe pancerze i linki do mojego OutLine. W sumie nic nadzwyczajnego, ale ...
właściciel Przemek rzekł: jest rama :)
No proszę. Czekałem grubo ponad miesiąc tracąc juz nadzieję, a tu rama jest. Velo w ramach gwarancji wymieniło mi pękniętego Visiona. Dostałem ramę, również Visiona - jak myślę model z roku 2003 lub 2004 w kolorze czerwonym. Bardzo fajna, zbudowana z rurek Columbus.
Rama wygląda jakby pochodziła z rozbiórki jakiegoś roweru, ale nie ma na niej żadnych śladów użytkowania. Jestem na maxa zadowolony.
Pierwotnie chciałem ją sprzedać i kupić coś do budowanego AllMountain-a. Jako, że nie jest całkowicie nowa w folii bez śladów montażu, podejrzewam, że ciężko byłoby za nią dostać kwotę większą niż 50% wartości nowej ramy. Jeszcze to przemyślę.
Tak czy inaczej, podsumowując sprawę reklamacji Velo spisało się na medal. Uznali pęknięcie rury podsiodłowej po 12 latach używania, choć mieli argumenty żeby jej nie uznać. W zamian przyjąłem bez sprzeciwu ;) ramę pochodzącą z rozbiórki, a nie upierałem się, że chcę nówkę i już.
Stopień zadowolenia - 100 :)
Poszedłem do mojego ulubionego sklepu zakupić nowe pancerze i linki do mojego OutLine. W sumie nic nadzwyczajnego, ale ...
właściciel Przemek rzekł: jest rama :)
No proszę. Czekałem grubo ponad miesiąc tracąc juz nadzieję, a tu rama jest. Velo w ramach gwarancji wymieniło mi pękniętego Visiona. Dostałem ramę, również Visiona - jak myślę model z roku 2003 lub 2004 w kolorze czerwonym. Bardzo fajna, zbudowana z rurek Columbus.
Rama wygląda jakby pochodziła z rozbiórki jakiegoś roweru, ale nie ma na niej żadnych śladów użytkowania. Jestem na maxa zadowolony.
Pierwotnie chciałem ją sprzedać i kupić coś do budowanego AllMountain-a. Jako, że nie jest całkowicie nowa w folii bez śladów montażu, podejrzewam, że ciężko byłoby za nią dostać kwotę większą niż 50% wartości nowej ramy. Jeszcze to przemyślę.
Tak czy inaczej, podsumowując sprawę reklamacji Velo spisało się na medal. Uznali pęknięcie rury podsiodłowej po 12 latach używania, choć mieli argumenty żeby jej nie uznać. W zamian przyjąłem bez sprzeciwu ;) ramę pochodzącą z rozbiórki, a nie upierałem się, że chcę nówkę i już.
Stopień zadowolenia - 100 :)
2008-06-16
nowe siodło i sztyca w moim OutLine
Kupiłem nowe siodło.
Tym razem wybrałem leciutkie Velo ProntoSL S3 - pręty titanium. Może wytrzymają dłużej niż poprzednie carbonowe.
Dodatkowo kupiłem carbonową sztycę z aluminiowym rdzeniem. Jeśli ta się skrzywi to już nie wiem. Mam również nadzieję, że zamiast skrzywienia się sztycy nie pęknie mi rama. Pamiętam, że kiedyś miałem sztycę CHRMOLY i nie miałem problemów z odginaniem. Wymieniłem bo zaczęła rdzewieć :) Szkoda, że już takich nikt nie robi.
Tym razem wybrałem leciutkie Velo ProntoSL S3 - pręty titanium. Może wytrzymają dłużej niż poprzednie carbonowe.
Dodatkowo kupiłem carbonową sztycę z aluminiowym rdzeniem. Jeśli ta się skrzywi to już nie wiem. Mam również nadzieję, że zamiast skrzywienia się sztycy nie pęknie mi rama. Pamiętam, że kiedyś miałem sztycę CHRMOLY i nie miałem problemów z odginaniem. Wymieniłem bo zaczęła rdzewieć :) Szkoda, że już takich nikt nie robi.
2008-06-15
znów wydatki ...
Mam coś pecha chyba. Na zawodach w Świeradowie skrzywiłem stelaż siodła. Poszedłem do sklepu gdzie kupiłem 2 lata temu siodło (Selle Italia GenuineGel) i gdzie sprzedawca zachwalał, że super, wytrzymałe, carbon szmery i inne bajery, a co najważniejsze wymienny stelaż. Przyzwyczaiłem, się do tego siodła i żal mi go trochę zmieniać. Teraźniejsza wersja tego samego sprzedawcy: tak ma wymienny stelaż, ale w Polsce nikt nie sprowadza bo się nie opłaca :)
Żeby tego było mało to na maratonie w Ustroniu ponownie skrzywiłem sztycę - ZNOWU! Średnio przytrafia mi się to 2 razy w roku. Teraz po zakupie większej ramy gdzie rurka 400mm wchodzi w ramę jakieś 3-4cm powyżej kreski "minimum" myślałem, że problemy się skończą. Jak widać nic z tego.
Opinia fachowca: wcześniej sztyca więcej wystawała, ale była 31,4 a teraz Pan ma 27,2 i te 4 cm nic nie dają i proponuje zmienić ramę na większą. No cóż - ramy już zmieniał nie będę.
Żeby tego było mało to na maratonie w Ustroniu ponownie skrzywiłem sztycę - ZNOWU! Średnio przytrafia mi się to 2 razy w roku. Teraz po zakupie większej ramy gdzie rurka 400mm wchodzi w ramę jakieś 3-4cm powyżej kreski "minimum" myślałem, że problemy się skończą. Jak widać nic z tego.
Opinia fachowca: wcześniej sztyca więcej wystawała, ale była 31,4 a teraz Pan ma 27,2 i te 4 cm nic nie dają i proponuje zmienić ramę na większą. No cóż - ramy już zmieniał nie będę.
2008-06-14
BM Ustroń 2008
Cool. Dzień bardzo udany.
Trasa - super
Wstęp część I - asfaltem na Równicę - monotonnie, powoli do góry - ostatnie kilkaset metrów już szlakiem dość stromą kamienistą drogą. Tutaj I bufet i rozjazd mini - mega/giga.
Rozwinięcie część II - szlakiem niebieskim pod Trzy Kopce, a dalej zielonym zjazd do Brennej - szlak chyba stworzony do jazdy na rowerze, z krótkim podejściem pod Beskidek - pewnie Ci najlepsi wjechali bez problemu, ja jednak musiałem podejść. Po zjechaniu do Brennej trzeba było kawałek podjechać ulicą, a następnie wspiąć się na Grabową do szlaku czarnego. Wspinaczka odbywała się drogą z płyt betonowych, ale z powodu stromizny nie ułatwiały one w ogóle wjazdu. Oczywiście musiałem kopsnąć z buta jakieś 300m, a płyty wcale nie ułatwiały wędrówki w plastykowych SIDI :). Na końcu podejścia II bufet.
Zakończenie część III - od tej pory już luzik. Najpierw czarnym szlakiem po szczytach, potem zielonym single trakiem z czasem zamienionym na zjazd do centrum Brennej trasą wyciągu narciarskiego. Zabawa przednia. Potem już tylko po wale wzdłuż Brennicy, szutry i popsute asfalty, aż do mety.
W trasie
No cóż, zacząłem mocno ze stadionu żeby zająć najlepszą pozycję na początku podjazdu na Równicę. 2 km i ... tylną dętkę sz... trafił. Szybko na pobocze, demontaż koła, wymiana dętki, pompowanie ze 400 suwów miniaturową pompką. W trakcie obserwuję - M3/M4 przeleciał, M1,M5 przeleciał, Kobiety przejechały, duety typu Tata+mały chłopczyk przejechały (swoją drogą radzą sobie te maluchy)- przejechali wszyscy. Cóż...
Dętka wymieniona jadę. Na początku właściwego podjazdu pod Równicę doganiam pierwsze osoby i tak wolno pnę się do góry wymijając kolejnych bikerów. Tak już pozostaje, aż do mety. Musze przyznać, że jest to nawet fajne uczucie. Zazwyczaj to mnie wyprzedzają :)
Straty
Dętka
Rura podsiodłowa - (sic) wygięła się na zjeździe gdy po przeskoczeniu jakiegoś rowu nieszczęśliwie spadłem na przednie koło, dobijając czterema literkami w siedzenie.
Ślad GPS - gdzieś od momentu złapania dziury rozłączył się telefon od nadajnika, i ponownie złapał dopiero na Beskidku.
Wynik
Jak na moje możliwości zadowalający. 110 w MEGA M3 i 357 w MEGA OPEN. Czas 3h 3min. To lepiej niż tydzień wcześniej gdy jechałem objazd trasy o jakieś pół godziny. Cool.
Trasa - super
Wstęp część I - asfaltem na Równicę - monotonnie, powoli do góry - ostatnie kilkaset metrów już szlakiem dość stromą kamienistą drogą. Tutaj I bufet i rozjazd mini - mega/giga.
Rozwinięcie część II - szlakiem niebieskim pod Trzy Kopce, a dalej zielonym zjazd do Brennej - szlak chyba stworzony do jazdy na rowerze, z krótkim podejściem pod Beskidek - pewnie Ci najlepsi wjechali bez problemu, ja jednak musiałem podejść. Po zjechaniu do Brennej trzeba było kawałek podjechać ulicą, a następnie wspiąć się na Grabową do szlaku czarnego. Wspinaczka odbywała się drogą z płyt betonowych, ale z powodu stromizny nie ułatwiały one w ogóle wjazdu. Oczywiście musiałem kopsnąć z buta jakieś 300m, a płyty wcale nie ułatwiały wędrówki w plastykowych SIDI :). Na końcu podejścia II bufet.Zakończenie część III - od tej pory już luzik. Najpierw czarnym szlakiem po szczytach, potem zielonym single trakiem z czasem zamienionym na zjazd do centrum Brennej trasą wyciągu narciarskiego. Zabawa przednia. Potem już tylko po wale wzdłuż Brennicy, szutry i popsute asfalty, aż do mety.
W trasie
No cóż, zacząłem mocno ze stadionu żeby zająć najlepszą pozycję na początku podjazdu na Równicę. 2 km i ... tylną dętkę sz... trafił. Szybko na pobocze, demontaż koła, wymiana dętki, pompowanie ze 400 suwów miniaturową pompką. W trakcie obserwuję - M3/M4 przeleciał, M1,M5 przeleciał, Kobiety przejechały, duety typu Tata+mały chłopczyk przejechały (swoją drogą radzą sobie te maluchy)- przejechali wszyscy. Cóż...Dętka wymieniona jadę. Na początku właściwego podjazdu pod Równicę doganiam pierwsze osoby i tak wolno pnę się do góry wymijając kolejnych bikerów. Tak już pozostaje, aż do mety. Musze przyznać, że jest to nawet fajne uczucie. Zazwyczaj to mnie wyprzedzają :)
Straty
Dętka
Rura podsiodłowa - (sic) wygięła się na zjeździe gdy po przeskoczeniu jakiegoś rowu nieszczęśliwie spadłem na przednie koło, dobijając czterema literkami w siedzenie.
Ślad GPS - gdzieś od momentu złapania dziury rozłączył się telefon od nadajnika, i ponownie złapał dopiero na Beskidku.
Wynik
Jak na moje możliwości zadowalający. 110 w MEGA M3 i 357 w MEGA OPEN. Czas 3h 3min. To lepiej niż tydzień wcześniej gdy jechałem objazd trasy o jakieś pół godziny. Cool.
Etykiety:
BikeMaraton
2008-06-09
Jamis Dakar - nowe komponenty
Właśnie nabyłem amortyzator do przodu. Wybrałem RST Titan Air 130mm. Wydaje się być solidną konstrukcją. Ma olejowy system tłumienia i powietrzną sprężynę. Co najważniejsze z aluminiową przyciętą rurą waży jedynie 1,9kg !
Co prawda miałem już przez pewien czas amortyzator tej firmy w moim Vision'96. Była to Omega SL 130mm. Trochę się tłukła, ale pracowała. Teraz RST ponoć wypuścił serię nowych amortyzatorów, o całkiem nowej konstrukcji i jak zapewniał sprzedawca w jakości jakiej RST jeszcze nie miał. Zobaczymy jak się będzie na tym jeździć.
Dodatkowo mam już kierownicę, mostek i sztycę podsiodłową. Kupiłem RACE FACE z linii RIDE. Na początku chciałem komponenty Eastona (e50), ale konkurencyjna cena i niższa waga spowodowała, że wybrałem RaceFace.
Na kolejne zakupy przyjdzie poczekać z miesiąc :) Może przyjdzie czas na zakup kół ?
Co prawda miałem już przez pewien czas amortyzator tej firmy w moim Vision'96. Była to Omega SL 130mm. Trochę się tłukła, ale pracowała. Teraz RST ponoć wypuścił serię nowych amortyzatorów, o całkiem nowej konstrukcji i jak zapewniał sprzedawca w jakości jakiej RST jeszcze nie miał. Zobaczymy jak się będzie na tym jeździć.
Dodatkowo mam już kierownicę, mostek i sztycę podsiodłową. Kupiłem RACE FACE z linii RIDE. Na początku chciałem komponenty Eastona (e50), ale konkurencyjna cena i niższa waga spowodowała, że wybrałem RaceFace.Na kolejne zakupy przyjdzie poczekać z miesiąc :) Może przyjdzie czas na zakup kół ?
Etykiety:
JamisDakar,
sprzęt
2008-06-01
HF 8h Świeradów Zdrój
Impreza I klasa.1. Słowem wstępu
Do Świeradowa dotarliśmy przed 21.00 w piątek 30.05.2008. Czekał już na nas pokój i ciepły posiłek. Potem kilka piwek i spać.
Następnego dnia pobudka o 7:30, śniadanie i przemieszczenie się na miejsce startu do biura zawodów. Rejestracja, rzut okiem na otrzymane gifty i jesteśmy gotowi.
W międzyczasie podjeżdża zawodnik zespołu duo man Medicare Świerzaki, który pojechał zapoznać się z trasą przed zawodami :) Mówi, że jechał lightowo i zajęło mu to jakieś 50 minut.
Myślimy, spoko - więc 8 kółek w naszym zasięgu (startuję z kumplem z pracy - Maćkiem też w kategorii DUO MAN).
2.Start i trasa
10 sekund przed godziną 10 Dareckky rozpoczyna odliczanie. Godzina 10 start - jadę pierwszą zmianę. Taktyka: spokojnie zapoznać się z trasą, umiarkowanie gospodarować siłami, pozbyć się małego kaca po wczorajszej odprawie taktycznej ;)
Hmm... Już na pierwszym podjeździe odnoszę wrażenie, że wszyscy mi uciekli, ale jadę. Najpierw krótko kostką brukową pod górę, potem wąską ścieżką leśną. Po kolejnym nawrocie zrobiło się stromo więc z buta ze 100 metrów. Droga się prostuje a nawet lekko opada, jadę slalomem między drzewami po podłożu w postaci ściółki leśnej. Wkrótce sielanka się kończy. Znowu podjazd, włączam młynek. Prędkość spada do 5km/h. Nie ma sensu się męczyć - idę (też 5km/h). Na ogonie siedzi mi jakiś Maruder :) Tak dochodzimy do szerokiej drogi z ubitych kamieni, oczywiście pod górę. Jadę wolno 100 może 200 metrów i w końcu trasa odbija w prawo na leśną ścieżkę. Tak single trackiem pokonuję następne tysiąc parę metrów, na szczęście w dół. Potem trochę po płaskiej drodze leśnej, znowu single trak, a dalej droga leśna (z górki lub po płaskim). Cieszę się bo jadę, a nie idę. Sielanka chwilowo kończy się po zjeździe do dwóch mostków. Potem krótka ścianka do góry (pieszo). Następnie po trawiastej drodze i ... szeroki monotonny (może 2,5km) podjazd szeroką drogą o podłożu ziemno gliniastym. I tak jadę wolno, jak się zmęczę idę z tą samą prędkością, znowu jadę i tak w kółko dojeżdżam do szerokiej kamienistej drogi (chyba tej samej na której już byłem jakieś 30 minut wcześniej tylko trochę wyżej). Od tej pory jest już łatwo kondycyjnie. Najpierw płasko przez las, a potem zjazd do mety. O jego trudności świadczą pojawiające się co jakiś czas znaki z wykrzyknikami i czaszkami. Po godzinie i 4 minutach osiągam metę 1 okrążenia drużyny.
No 1205 - statystyka GPS z jednego z okrążeń
Jak widać łatwo nie będzie, dla jednych 50 minut tempem lightowym to tempo nie osiągalne dla drugich, ale walczymy - właśnie ruszył Maciek na drugie kółko drużyny.
I tak dzień mija w godzinach popołudniowych pewnych zmian dokonuje burza. Robi się ślisko i mokro. Po 7 godzinach i 13 minutach kończymy nasz występ z zamkniętymi sześcioma okrążeniami.
3. Wynik
Jakimś dziwnym trafem zdobywamy 3 miejsce w kategorii DUO MAN, a co za tym idzie musimy tu zostać jeszcze parę godzin i zaczekać na dekorację :)
4.Podsumowanie
Zasadniczo impreza organizowana przez HF to coś wyjątkowego. Super trudne trasy, bardzo dobra organizacja, kameralna atmosfera (startuje około 30 osób). Ogólnie jest wesoło w trakcie zawodów jak i po nich przy ognisku organizowanym dla zawodników i organizatorów przez organizatorów. Ciekawe czy taka formuła utrzyma się również gdy te imprezy będą odwiedzane przez większa ilość startujących.
Ogólnie I klasa. Szkoda, że druga edycja jest aż w Sopocie.
Etykiety:
HorizonFive
2008-05-15
OutLine gotowy do jazdy

Po awarii ramy Authora musiałem szybko znaleźć coś w zamian. Na rozpatrzenie reklamacji ramy przyjdzie trochę poczekać, a jeżdzić trzeba.
Odebrałem właśnie ramę Leader Fox Outline 2008. Z komponentów z Visiona po wymianie sztycy, sterów i wkładu supportu powstał nowy rower.
Ap ropo sztycy fakt mam z tym mały problem. Nie wiem jak to się dzieje, ale do tej pory wymieniam ją średnio 2 razy na sezon. Krzywi się.
Borykam się z tym problemem od momentu gdy przestali produkować sztyce Cr-Mo. Tamte rdzewiały ale się nie krzywiły.
Zamówiłem ramę w rozmiarze 20" (vision był 19"). Sztyca tradycyjnie 400mm, teraz będzie bardziej schowana. Może zniknie problem "krzywej sztycy".
2008-04-28
po awarii Visiona
Tak, więc nie mam na czym jeździć. Na szczęście kolejny start dopiero za miesiąc w Świeradowie.
Właśnie oddałem ramę do przedstawiciela Authora f-my Velo w celu wymiany w ramach gwarancji. Dowiem się teraz ile jest warta dożywotnia gwarancja, którą dostałem kupując rower. Tak czy inaczej trochę mi jej szkoda.
Z drugiej strony na wiele nie liczę, kiedyś w ubiegłym wieku prowadziłem sklep rowerowy i z doświadczenia wiem, że zazwyczaj takie pęknięcie mówi od razu o tym, że sztyca była wyciągnięta za wysoko. O tym, że tak nie było wiem tylko ja. Zobaczymy. O rozstrzygnięciu poinformuję niebawem.
Żeby nie tracić czasu - sezon w pełni - zamówiłem nową ramę. Wybrałem tanią, nie nadzwyczajnie lekką, ale i nie szczególnie ciężką ramę LeaderFox Outline. Chciałem model Rover, ale sprzedawca przekonał mnie do OutLine (droższa o 10pln, a ponoć lżejsza). Mi to akurat pasuje - kolor czarny z żółtymi dodatkami bardziej mi leży niż czarny z czerwonym ;)
Teraz na majówkę do Londynu, a po powrocie odbieram ramę i składam do kupy to co zostało z Visiona z nową ramą.
Właśnie oddałem ramę do przedstawiciela Authora f-my Velo w celu wymiany w ramach gwarancji. Dowiem się teraz ile jest warta dożywotnia gwarancja, którą dostałem kupując rower. Tak czy inaczej trochę mi jej szkoda.
Z drugiej strony na wiele nie liczę, kiedyś w ubiegłym wieku prowadziłem sklep rowerowy i z doświadczenia wiem, że zazwyczaj takie pęknięcie mówi od razu o tym, że sztyca była wyciągnięta za wysoko. O tym, że tak nie było wiem tylko ja. Zobaczymy. O rozstrzygnięciu poinformuję niebawem.
Żeby nie tracić czasu - sezon w pełni - zamówiłem nową ramę. Wybrałem tanią, nie nadzwyczajnie lekką, ale i nie szczególnie ciężką ramę LeaderFox Outline. Chciałem model Rover, ale sprzedawca przekonał mnie do OutLine (droższa o 10pln, a ponoć lżejsza). Mi to akurat pasuje - kolor czarny z żółtymi dodatkami bardziej mi leży niż czarny z czerwonym ;)
Teraz na majówkę do Londynu, a po powrocie odbieram ramę i składam do kupy to co zostało z Visiona z nową ramą.
2008-04-21
BM Wrocław 2008
Ciekawa to impreza.
1. Organizacja:
Miłe zaskoczenie, jak podaje organizator wystartowało 1279 zawodników. Organizator zastosował podział na sektory wg kategorii. Jak dla mnie nieźle się to sprawdziło. Nie było ogólnego zamieszania i tłoku po starcie. Dopiero po kilku kilometrach dało się słyszeć krzyki tych bardziej szybkich z kategorii M1, która wystartowała po 3 minutach mojego sektora M3: kur.. lewa, lewa, prawa, kur... :) Na szczęście nie było tego za wiele.
Z innych wpadek słyszałem, że pierwszy startujący sektor M2 musiał nadłożyć trochę drogi, gdyż pilot-motocyklista lekko się pomylił tuż po starcie.
Do Wrocławia dojechaliśmy jakieś 1,5h przed startem i nie było żadnych problemów z rejestracją i przygotowaniem się do startu.
Pierwszy raz startowałem w tak masowej imprezie i muszę przyznać, że spodobało mi się.
Już nie mogę się doczekać edycji w Ustroniu, bo dopiero w tej będe mógł wystartować.
2. Trasa:

Cóż, wielkich wzniesień się nie spodziewałem, w końcu to Wrocław. Tak też było, trasa poprowadzona przez pola i lasy w płaskim terenie. GPS wskazał mi 812m przewyższeń na dystansie mega 60 km. W sumie trasa byłaby lightowa gdyby, no właśnie gdyby nie wszechobecne błoto. Miejscami kałuże były tak głębokie, że pedałując butem brodziłem w wodzie.
No 929 - szczegółowa statystyka GPS z mojego przejazdu
3. Wynik:
No cóż, tutaj oczywiście jest nad czym popracować. Na starcie miałem określone cele:
- zmieścić się w 3h
- nie jechać dłużej niż 2x czas zwycięzcy
- uplasować się w połowie stawki w kategorii
- nie zarżnąć się, w końcu to początek sezonu
Błoto sprawiło, że cele spełniłem ale tylko w 50%, tzn. nie zarżnąłem się i nie jechałem dłużej niż 2x czas zwycięzcy ;)
- czas 3:34:24 brutto (zwycięzca 2:08:07 (M1), a w mojej kategorii M3 - 2:15:12)
- miejsce 520 open, 134 w M3 (mega przejechało 678 osób, więc uplasowałem się w połowie stawki, ale tej drugiej)
4. Sprzęt:
Po pierwszych tegorocznych jazdach musiałem trochę doinwestować mojego Visiona. Przed maratonem wymieniłem obręcze (na Rygida ZAC2000) i szprychy pozostawiając piasty (LX - oryginalne z 1996r), które sprawują się nadal dobrze. Koła spisały się bez zarzutu. Dodatkowo wymieniłem kasetę (na Alivio '08), łańcuch i tylną przerzutkę (na SRAM 7.0). Jesli idzie o napęd to sprawował się średnio we Wrocławskim błocie - na szybkich przełożeniach po prostu przeskakiwał. Pewnie musi się dotrzeć.

VISION POLEGŁ ! - to co najgorsze spotkało mnie na 40 km. Zaniepokojony jakimś niecodziennym zgrzytaniem na II bufecie przyjrzałem się ramie i zobaczyłem to. Rama pękła, a dokładnie rura podsiodłowa, tuż pod zamykaczem. Tragedia ! Nie ma już Visiona.
1. Organizacja:
Miłe zaskoczenie, jak podaje organizator wystartowało 1279 zawodników. Organizator zastosował podział na sektory wg kategorii. Jak dla mnie nieźle się to sprawdziło. Nie było ogólnego zamieszania i tłoku po starcie. Dopiero po kilku kilometrach dało się słyszeć krzyki tych bardziej szybkich z kategorii M1, która wystartowała po 3 minutach mojego sektora M3: kur.. lewa, lewa, prawa, kur... :) Na szczęście nie było tego za wiele.
Z innych wpadek słyszałem, że pierwszy startujący sektor M2 musiał nadłożyć trochę drogi, gdyż pilot-motocyklista lekko się pomylił tuż po starcie.
Do Wrocławia dojechaliśmy jakieś 1,5h przed startem i nie było żadnych problemów z rejestracją i przygotowaniem się do startu.
Pierwszy raz startowałem w tak masowej imprezie i muszę przyznać, że spodobało mi się.
Już nie mogę się doczekać edycji w Ustroniu, bo dopiero w tej będe mógł wystartować.
2. Trasa:

Cóż, wielkich wzniesień się nie spodziewałem, w końcu to Wrocław. Tak też było, trasa poprowadzona przez pola i lasy w płaskim terenie. GPS wskazał mi 812m przewyższeń na dystansie mega 60 km. W sumie trasa byłaby lightowa gdyby, no właśnie gdyby nie wszechobecne błoto. Miejscami kałuże były tak głębokie, że pedałując butem brodziłem w wodzie.
No 929 - szczegółowa statystyka GPS z mojego przejazdu
3. Wynik:
No cóż, tutaj oczywiście jest nad czym popracować. Na starcie miałem określone cele:
- zmieścić się w 3h
- nie jechać dłużej niż 2x czas zwycięzcy
- uplasować się w połowie stawki w kategorii
- nie zarżnąć się, w końcu to początek sezonu
Błoto sprawiło, że cele spełniłem ale tylko w 50%, tzn. nie zarżnąłem się i nie jechałem dłużej niż 2x czas zwycięzcy ;)
- czas 3:34:24 brutto (zwycięzca 2:08:07 (M1), a w mojej kategorii M3 - 2:15:12)
- miejsce 520 open, 134 w M3 (mega przejechało 678 osób, więc uplasowałem się w połowie stawki, ale tej drugiej)
4. Sprzęt:
Po pierwszych tegorocznych jazdach musiałem trochę doinwestować mojego Visiona. Przed maratonem wymieniłem obręcze (na Rygida ZAC2000) i szprychy pozostawiając piasty (LX - oryginalne z 1996r), które sprawują się nadal dobrze. Koła spisały się bez zarzutu. Dodatkowo wymieniłem kasetę (na Alivio '08), łańcuch i tylną przerzutkę (na SRAM 7.0). Jesli idzie o napęd to sprawował się średnio we Wrocławskim błocie - na szybkich przełożeniach po prostu przeskakiwał. Pewnie musi się dotrzeć.

VISION POLEGŁ ! - to co najgorsze spotkało mnie na 40 km. Zaniepokojony jakimś niecodziennym zgrzytaniem na II bufecie przyjrzałem się ramie i zobaczyłem to. Rama pękła, a dokładnie rura podsiodłowa, tuż pod zamykaczem. Tragedia ! Nie ma już Visiona.
Etykiety:
BikeMaraton,
sprzęt,
Vision96
2008-04-15
nowy projekt Jamis Dakar
No i mam.
Plany budowy nowego roweru stają się faktem.
Założenia: All Mountain z możliwością wykorzystania w XC. Wyszukałem i zakupiłem bazę do budowy maszyny. Wybrałem ramę amerykańskiego producenta Jamis. Model Dakar XAM 1.0 z dumperem Fox Float RP2 z systemem propedal.
Ramę dostałem ze sterami Cane Creek Zero S, obejmą podsiodłową Easton i pancerzami do linek przerzutek Clarks Pre-Lube. Sprzęt jak dla mnie to pełny wypas. Kupiony w niezwykle okazyjnej cenie jak mi się wydaje ;)

O producencie dodam, że to uznany producent rowerów górskich i szosowych w USA i Kanadzie, rowery tej Firmy to nie masówka, są to świetnie dopracowane konstrukcje. Ramy tej firmy to arcydzieła, piękne spawy... (tak zachęcał sprzedawca :) )
O ramie:
Rama Xam 1.0 to prawdziwy wszędołaz - rasowy AllMountain ze 130mm skokiem tylnego zawieszenia. Akceptuje przednie amortyzatory od 120mm do 160mm co daje bardzo szerokie możliwości podróżowania i setupu roweru wzgledem potrzeb użytkownika. Rama jest modelem z 2007 roku, nowa nie używana, pochodzi z rozbiórki - import z USA. Rama jest aluminiowa Kinesium 7005.
W opini użytkowników w USA jest to bardzo uniwersalna maszyna od XC do Lekkiego FR..., ale tak naprawde żywiołem tego roweru jest AllMountain. Rama jest w rozmiarze 21' dla osoby powyżej 185cm wzrostu (czyli dla mnie bomba). Waga ramy z dumperem to około 3,7kg.
Docelowo planuję zakończyć budowę Jamisa gdzieś koło sierpnia br.
Jeśli chodzi o komponenty to będe celował w grupy Shimano. Napęd LX/XT (może pojawi się już do tego czasu następca LX nazwany SLX). Manetki to oczywiście GripShifty SRAM X0 Attack 3x9 (do zwykłych manetek chyba już się nie przekonam). Hamulce oczywiście hydrauliki - pewnie XT. Piasty kół XT, natomiast obręcze DT4.2d (ewentualnie 4.1d). Wsporniki firmy Easton (seria EC50). Mam dylemat co do amortyzatora. Pewnie wybiorę coś ze skokiem 130mm, ale jeszcze nie wiem co (RST Titan Air??). Ogólnie zakładam, że gotowy rower nie powinien przekroczyć 14kg.
Jak będzie? Czas pokaże.
Plany budowy nowego roweru stają się faktem.
Założenia: All Mountain z możliwością wykorzystania w XC. Wyszukałem i zakupiłem bazę do budowy maszyny. Wybrałem ramę amerykańskiego producenta Jamis. Model Dakar XAM 1.0 z dumperem Fox Float RP2 z systemem propedal.
Ramę dostałem ze sterami Cane Creek Zero S, obejmą podsiodłową Easton i pancerzami do linek przerzutek Clarks Pre-Lube. Sprzęt jak dla mnie to pełny wypas. Kupiony w niezwykle okazyjnej cenie jak mi się wydaje ;)

O producencie dodam, że to uznany producent rowerów górskich i szosowych w USA i Kanadzie, rowery tej Firmy to nie masówka, są to świetnie dopracowane konstrukcje. Ramy tej firmy to arcydzieła, piękne spawy... (tak zachęcał sprzedawca :) )
O ramie:
Rama Xam 1.0 to prawdziwy wszędołaz - rasowy AllMountain ze 130mm skokiem tylnego zawieszenia. Akceptuje przednie amortyzatory od 120mm do 160mm co daje bardzo szerokie możliwości podróżowania i setupu roweru wzgledem potrzeb użytkownika. Rama jest modelem z 2007 roku, nowa nie używana, pochodzi z rozbiórki - import z USA. Rama jest aluminiowa Kinesium 7005.
W opini użytkowników w USA jest to bardzo uniwersalna maszyna od XC do Lekkiego FR..., ale tak naprawde żywiołem tego roweru jest AllMountain. Rama jest w rozmiarze 21' dla osoby powyżej 185cm wzrostu (czyli dla mnie bomba). Waga ramy z dumperem to około 3,7kg.
Docelowo planuję zakończyć budowę Jamisa gdzieś koło sierpnia br.
Jeśli chodzi o komponenty to będe celował w grupy Shimano. Napęd LX/XT (może pojawi się już do tego czasu następca LX nazwany SLX). Manetki to oczywiście GripShifty SRAM X0 Attack 3x9 (do zwykłych manetek chyba już się nie przekonam). Hamulce oczywiście hydrauliki - pewnie XT. Piasty kół XT, natomiast obręcze DT4.2d (ewentualnie 4.1d). Wsporniki firmy Easton (seria EC50). Mam dylemat co do amortyzatora. Pewnie wybiorę coś ze skokiem 130mm, ale jeszcze nie wiem co (RST Titan Air??). Ogólnie zakładam, że gotowy rower nie powinien przekroczyć 14kg.
Jak będzie? Czas pokaże.
Etykiety:
JamisDakar,
sprzęt
plan startów 2008
No to wszystko zaplanowane i rozpisane. W tym roku wystartuję w:
BikeMaraton:
- Wrocław 20.04.08
- Ustroń 14.06.08
- Kraków 06.07.08
- Zawoja 19.07.08
- Świeradów Zdrój 02.08.08
- Piechowice 30.08.08
- Polanica-Zdrój 27.09.08
HorizonFive 8h:
- Świeradów Zdrój 30.05.08
- Brenna 06.09.08
Po każdym starcie opiszę krótko jak było :)
BikeMaraton:
- Wrocław 20.04.08
- Ustroń 14.06.08
- Kraków 06.07.08
- Zawoja 19.07.08
- Świeradów Zdrój 02.08.08
- Piechowice 30.08.08
- Polanica-Zdrój 27.09.08
HorizonFive 8h:
- Świeradów Zdrój 30.05.08
- Brenna 06.09.08
Po każdym starcie opiszę krótko jak było :)
2008-04-01
co mnie czeka w sezonie 2008 ?
Początek kwietnia, pierwsze kilometry przejechane (w marcu zebrało mi się ich 71 :) ). To i tak nieźle. W sumie to chyba pierwszy raz, że zacząłem już marcu.
W tym roku mam w planie wprowadzić nieco zmian zarówno w sprzęcie, jak i w jeździe.
Jeśli chodzi o sprzęt, to aktualnie użytkuję niejakiego Authora Vision-a zakupionego w 1996 roku. Jak dotąd sprawuje się wyśmienicie. Poza wymianami typowych, zużywających się elementów (opony, łańcuch, hamulce itp.) nie spotkała mnie jak dotąd żadna niechciana niespodzianka.
Ale wiadomo 12 lat to szmat czasu i warto by coś odmienić choćby dlatego żeby dodać sobie motywacji do nawijania kilometrów. Jeszcze przed rozpoczęciem sezonu, prowadziłem pewne analizy i przemyślenia dotyczące nowego roweru. Po głowie chodził mi sprzęt zbudowany na wzór niejakiego Treka 69er. Ostatecznie zrezygnowałem z pomysłu (jeśli interesuje Cię ten temat to więcej zebrałam na stronie). A o nowej maszynie pomyślę jeszcze.
Jeśli chodzi o jazdę, to zamierzam w tym roku trochę powalczyć (głównie ze sobą) w maratonach i w zawodach 8-godzinnych. Jak dotąd tylko raz brałem udział w zawodach. Był to niezapomniany występ w TransCarpatia 2006. Jak mnie najdzie na wspomnienia to coś napiszę.
W tym roku na pewno wystartuję w 6 może 7 edycjach MioFuji BikeMaratonu. Dodatkowo zainteresowany cyklem wyścigów 8/16 godzinnych organizowanych przez HorizonFive kusi mnie start w 2 edycjach (Świeradów, Brenna).
Oczywiście czas zweryfikuje czy plany uda się zrealizować, ale na dzień dzisiejszy postanowienie jest.
W tym roku mam w planie wprowadzić nieco zmian zarówno w sprzęcie, jak i w jeździe.
Jeśli chodzi o sprzęt, to aktualnie użytkuję niejakiego Authora Vision-a zakupionego w 1996 roku. Jak dotąd sprawuje się wyśmienicie. Poza wymianami typowych, zużywających się elementów (opony, łańcuch, hamulce itp.) nie spotkała mnie jak dotąd żadna niechciana niespodzianka.
Ale wiadomo 12 lat to szmat czasu i warto by coś odmienić choćby dlatego żeby dodać sobie motywacji do nawijania kilometrów. Jeszcze przed rozpoczęciem sezonu, prowadziłem pewne analizy i przemyślenia dotyczące nowego roweru. Po głowie chodził mi sprzęt zbudowany na wzór niejakiego Treka 69er. Ostatecznie zrezygnowałem z pomysłu (jeśli interesuje Cię ten temat to więcej zebrałam na stronie). A o nowej maszynie pomyślę jeszcze.
Jeśli chodzi o jazdę, to zamierzam w tym roku trochę powalczyć (głównie ze sobą) w maratonach i w zawodach 8-godzinnych. Jak dotąd tylko raz brałem udział w zawodach. Był to niezapomniany występ w TransCarpatia 2006. Jak mnie najdzie na wspomnienia to coś napiszę.
W tym roku na pewno wystartuję w 6 może 7 edycjach MioFuji BikeMaratonu. Dodatkowo zainteresowany cyklem wyścigów 8/16 godzinnych organizowanych przez HorizonFive kusi mnie start w 2 edycjach (Świeradów, Brenna).
Oczywiście czas zweryfikuje czy plany uda się zrealizować, ale na dzień dzisiejszy postanowienie jest.
2008-03-30
no to jestem...
No to i ja mam swoje miejsce w necie. Na imię mam Mariusz i w tym miejscu będę chciał pisać co nieco o tym co mnie kręci. Głównie będą to tematy rowerowe (XC/AM), ale może zimą coś o nartach chlapnę również.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









