Jaki to był sezon. Ciekawy? Tak.
Dużo się działo.
Zacząłem regularnie startować w zawodach. Do tego sezonu tylko raz byłem na TransCarpatii. A w tym sezonie, proszę...
Seria BikeMaraton:
Udało mi się wystartować w siedmiu edycjach.
Na debiut wybrałem I edycję we Wrocławiu. Spodobało mi się. Choć wynik jaki osiągnąłem nie był wyśmienity, to zważywszy na fakt, że do startu we Wrocławiu miałem nakręcone jedynie 155 km i tak byłem zadowolony. Zdobyłem wówczas 315 pkt. Jazda w tłumie ponad 1000 zawodników była czymś fajnym, a na pewno nowym. Organizacyjnie wszystko było dopięte na ostatni guzik.
Co do trasy - cóż polna i płaska, a i oczywiście błoto, błoto i błoto(po osie). Zupełnie jakbym jeździł na górnośląskich polach - choć u nas występuje większa pagórkowatość,
Przed tym startem założyłem sobie 4 rzeczy: zmieścić się w 3h (w końcu to tylko 60km), uplasować się w połowie stawki w kategorii, nie jechać dłużej niż 2x czas zwycięzcy i nie zarżnąć się w końcu to początek sezonu. Zrealizować udało się jedynie dwa ostatnie. Po tym starcie cel na kolejne zawody określiłem sobie w każdym starcie minimum 300 punktów :)
Z mniej przyjemnych wydarzeń o jakich powiedzieć muszę był fakt, że pękła używana przeze mnie przez 12 lat, niezniszczalna rama mojego Authora Visiona.
Następny start to Ustroń. W końcu maraton z podjazdami i zjazdami. Może trochę za dużo asfaltów, ale było fajnie. Już po 3 minutach przy trójkątnych hotelach złapałem gumę. Wyprzedzili mnie wszyscy. Ale potem już było super.
Odcinki takie jak Równica-Brenna, czy też Grabowa-Brenna były wspaniałe.
Wynik? No cóż wystartował Marek Galiński i musiałem zweryfikować cel min. 300pkt w każdym wyścigu :) Zdobyłem ich 280.
Po dwóch tygodniach przyszedł czas na Kraków. Myślałem, że powtórka z Wrocławia ale miło się rozczarowałem. Super trasa. Zjazdy, podjazdy (w tym podejścia), w zacienionych terenach błoto, a na polach sucho. Było cool. Cel spełniłem z nawiązką. Wynik 352 pkt (jak się potem okazało najlepszy w tym sezonie).
Zawoja. O tak takie trasy lubię. Góry i do tego kąpiele błotne. Z perspektywy sezonu, był to najlepszy maraton pod względem trasy. Oczywiście dla mnie. Po przybyciu na metę byłem wniebowzięty. Liczyłem na dobry wynik. Jak się jednak okazało zdobyłem jedynie 271pkt, a taki stan rzeczy zawdzięczam nie komu innemu jak Markowi Galińskiemu (ten to ma zdrowie).
Świeradów. Edycja przeniosła cykl z powrotem do zachodnio-południowej części kraju. Do tego była to pierwsza edycja podczas której padało. Trasa nieco mnie rozczarowała swoim nieskomplikowanym profilem pod górę -> płasko -> z góry :). Ogólnie łatwa technicznie, cały czas szerokimi trasami (z wyjątkiem króciutkiego singletraka przed samą metą). Zaskoczyło mnie tempo mojej jazdy. Wykręciłem średnią powyżej 20km/h, co uznałem za prędkość ponadprzeciętną jak na maraton górski (w moim wykonaniu). Nawet w płaskim Wrocławiu nie udało mi się przejechać z taką prędkością. Ogólnie 350 pkt, to mój drugi wynik w sezonie.
Po miesięcznej przerwie kolejna edycja - Piechowice. Jadąc tam, myślałem, że powtórzy się Świeradów jeśli chodzi o trasę. Do połowy rzeczywiście wszystko na to wskazywało. Jednak druga część trasy była już lepsza i bardziej przypominała, że jestem w górach.
Wynik niezły 330pkt. Może byłby lepszy. W Piechowicach pierwszy raz wystartowałem na moim nowym nabytku - fulu enduro. Pewnie na hardtailu byłoby szybciej, ale tego się już chyba nie dowiem.
No i zakończenie sezonu w Polanicy. Tuż po 2 tygodniowym byczeniu się na ciepłym morzem, bez treningu w terenie pojechałem poprawiać swój najgorszy wynik, żeby zyskać parę oczek i być może kilka pozycji w klasyfikacji generalnej. Udało się po przejechaniu dość ciekawej i urozmaiconej trasy przyznano mi 305 punktów, a zatem wynik z Zawoi poprawiłem o 34 punkty. Zauważyć należy, że w tej edycji również wystartował Marek Galiński. I ze wszystkich 3 wspólnych startów, właśnie tutaj dostałem od niego najmniej :) Oczywiście wszystkie maratony w których startował, wygrał.
ciąg dalszy nastąpi .....
2008-10-10
Subskrybuj:
Posty (Atom)
