2008-04-21

BM Wrocław 2008

Ciekawa to impreza.

1. Organizacja:
Miłe zaskoczenie, jak podaje organizator wystartowało 1279 zawodników. Organizator zastosował podział na sektory wg kategorii. Jak dla mnie nieźle się to sprawdziło. Nie było ogólnego zamieszania i tłoku po starcie. Dopiero po kilku kilometrach dało się słyszeć krzyki tych bardziej szybkich z kategorii M1, która wystartowała po 3 minutach mojego sektora M3: kur.. lewa, lewa, prawa, kur... :) Na szczęście nie było tego za wiele.
Z innych wpadek słyszałem, że pierwszy startujący sektor M2 musiał nadłożyć trochę drogi, gdyż pilot-motocyklista lekko się pomylił tuż po starcie.
Do Wrocławia dojechaliśmy jakieś 1,5h przed startem i nie było żadnych problemów z rejestracją i przygotowaniem się do startu.
Pierwszy raz startowałem w tak masowej imprezie i muszę przyznać, że spodobało mi się.
Już nie mogę się doczekać edycji w Ustroniu, bo dopiero w tej będe mógł wystartować.


2. Trasa:

Cóż, wielkich wzniesień się nie spodziewałem, w końcu to Wrocław. Tak też było, trasa poprowadzona przez pola i lasy w płaskim terenie. GPS wskazał mi 812m przewyższeń na dystansie mega 60 km. W sumie trasa byłaby lightowa gdyby, no właśnie gdyby nie wszechobecne błoto. Miejscami kałuże były tak głębokie, że pedałując butem brodziłem w wodzie.

No 929 - szczegółowa statystyka GPS z mojego przejazdu

3. Wynik:
No cóż, tutaj oczywiście jest nad czym popracować. Na starcie miałem określone cele:
- zmieścić się w 3h
- nie jechać dłużej niż 2x czas zwycięzcy
- uplasować się w połowie stawki w kategorii
- nie zarżnąć się, w końcu to początek sezonu

Błoto sprawiło, że cele spełniłem ale tylko w 50%, tzn. nie zarżnąłem się i nie jechałem dłużej niż 2x czas zwycięzcy ;)
- czas 3:34:24 brutto (zwycięzca 2:08:07 (M1), a w mojej kategorii M3 - 2:15:12)
- miejsce 520 open, 134 w M3 (mega przejechało 678 osób, więc uplasowałem się w połowie stawki, ale tej drugiej)

4. Sprzęt:
Po pierwszych tegorocznych jazdach musiałem trochę doinwestować mojego Visiona. Przed maratonem wymieniłem obręcze (na Rygida ZAC2000) i szprychy pozostawiając piasty (LX - oryginalne z 1996r), które sprawują się nadal dobrze. Koła spisały się bez zarzutu. Dodatkowo wymieniłem kasetę (na Alivio '08), łańcuch i tylną przerzutkę (na SRAM 7.0). Jesli idzie o napęd to sprawował się średnio we Wrocławskim błocie - na szybkich przełożeniach po prostu przeskakiwał. Pewnie musi się dotrzeć.


VISION POLEGŁ ! - to co najgorsze spotkało mnie na 40 km. Zaniepokojony jakimś niecodziennym zgrzytaniem na II bufecie przyjrzałem się ramie i zobaczyłem to. Rama pękła, a dokładnie rura podsiodłowa, tuż pod zamykaczem. Tragedia ! Nie ma już Visiona.